Test: MGS5. Tanio już było?
Jeśli myśleliście, że czasy dziwnie wyglądających elektryków już za nami, to MG z najnowszym modelem właśnie zaprzeczyło tej tezie. A może w tym szaleństwie jest metoda?
Historia marki MG sięga 1924 roku i ma swoje korzenie na Wyspach Brytyjskich. Choć początek XXI wieku przyniósł firmie bankructwo, chiński kapitał tchnął w nią nowe życie. Dziś MG prowadzi ekspansję na wielu rynkach, a jednym z ważniejszych jest ten polski.
Liczby mówią same za siebie: w 2025 roku zarejestrowano u nas 15 230 nowych aut tej marki, co oznacza spektakularny wzrost o 125% względem roku ubiegłego.
W gamie modelowej znajdziemy spalinówki, hybrydy i elektryki jako miejskie hatchbacki i SUV-y. Jest też awangardowy roadster Cyberster będący swego rodzaju pokazem możliwości producenta.
Po moim zeszłorocznym teście rodzinnego HS-a, przyszedł czas na drugie spotkanie z MG. Tym razem wsiadłem do elektrycznego SUV-a MGS5. O ile większość nazw modeli producent zapisuje z przerwą między nazwą marki, np. MG HS, to w przypadku tego auta stosuje zapis MGS5. Trochę to mało czytelne, ale takiej wersji się trzymajmy.
Z nadwoziem o długości 4,5 metra, auto wchodzi w bezpośrednie starcie z takimi graczami jak Skoda Elroq, Renault Scenic czy Peugeot E-3008. To segment kompaktowych SUV-ów, czyli jeden z najbardziej pożądanych na rynku rodzajów nadwozia.
Stylistyka: Odważny przód, klasyczny tył
Wygląd to zawsze kwestia osobistych preferencji. Kiedy zobaczyłem ten model po raz pierwszy, delikatnie mówiąc, jego facjata nie przypadła mi do gustu. Po tygodniowym teście niewiele się zmieniło, ale nie wykluczam, że komuś taka koncepcja przodu się spodoba. Postawiono tu na dość oryginalny design z rozdzielonymi światłami dziennymi i mijania oraz wypukłym zderzakiem. Grill na wysokości reflektorów został całkowicie zabudowany, a jedyny wlot powietrza znajdziemy pod tablicą rejestracyjną. Całość dopełnia duże logo marki, kamera oraz wyraźne przetłoczenia na zewnętrznych stronach maski.

Z boku bryła jest bardziej zwyczajna. Mój egzemplarz w szarym lakierze (standardem jest biały, każdy inny wymaga dopłaty 2 250 zł) osadzono na 18-calowych felgach, które niemal całkowicie zasłaniają tarcze hamulcowe. “Odziano” je w opony Pirelli w rozmiarze 225/55.

Tył to już klasyka współczesnych samochodów, czyli pas świetlny przez całą szerokość klapy i subtelny spoiler dachowy. Kiedy ulice są mokre i brudne od błota pośniegowego, czyli dokładnie takie, jak w trakcie mojego testu, nieoceniona okazuje się tylna wycieraczka. Przycisk do elektrycznego otwierania bagażnika umieszczono nieco po prawej stronie od znaczka.

Wnętrze: Ergonomiczne zaskoczenie
Po wejściu do środka (co wymaga wciśnięcia przycisku na klamce, samo zbliżenie się z kluczykiem nie wystarczy), wita nas wnętrze, które nie razi w oczy twardym plastikiem. Mimo dominujących szarości, nie czuć tu przesadnej taniości.
Zastosowano różne faktury i perforowaną skórę na kierownicy. Na tunelu środkowym znajdziemy panel wykończony materiałem przypominającym alcantarę, ładowarkę indukcyjną oraz eleganckie, podświetlane pokrętło zmiany kierunku jazdy.



To, co mnie jednak najbardziej ucieszyło, to powrót do fizycznych przycisków. Powrót, bo przez dwa ostatnie tygodnie jeździłem dwoma modelami Chery i bardzo mi ich brakowało. W MGS5 mamy fizyczne pokrętła temperatury i głośności oraz rząd przycisków funkcyjnych. Dodatkowo, na dole ekranu centralnego zawsze widnieje pasek skrótów (np. do podgrzewania foteli), co mocno poprawia wygodę obsługi.

Podoba mi się schowek na smartfona, którego możemy położyć w pozycji stojącej i nadal widzieć górną część wyświetlacza. Ładowarka indukcyjna wolno ładowała mój telefon, za to mocno go grzała.

Niestety, nie obyło się bez drobnych wpadek. Jeśli wepniemy kabel w port USB-C w schowku pod podłokietnikiem, po czym go zamkniemy, to kabel zostanie przygnieciony. Zabrakło tu małego wyżłobienia, ale to szczegół.
Na pokładzie nie znajdziemy modnego dziś oświetlenia ambientowego w kabinie – dla fanów nocnych iluminacji może to być minus. Pewne oszczędności da się znaleźć też w innych miejscach. Spójrzcie poniżej:

Technologia i "MG Pilot"
Ekran centralny jest przejrzysty i oferuje ciekawą funkcję: po włączeniu kierunkowskazu na wyświetlaczu pojawia się obraz z bocznej kamery.


Bardzo przydatne są też dwa przyciski z gwiazdką na kierownicy, pod które możemy zaprogramować ulubione funkcje, np. zmianę trybu jazdy, czy siłę rekuperacji. Wracając jeszcze do ekranu, możemy wybrać jego motyw spośród ciemnego i jasnego, ale nie znalazłem funkcji, która zmieniałaby go wraz z porami dnia, a szkoda. Przesuwając palcem od góry, podobnie jak w smartfonie, otrzymujemy dostęp do wybranych skrótów, głośności, czy jasności ekranu.
Warto wspomnieć o systemie MG Pilot. Pozwala on skonfigurować kilkunastu asystentów naraz "pod siebie" i włączać ich jednym kliknięciem. To szczególnie przydatne w chińskich samochodach, które lubią atakować kierowcę nadmiarem zbędnych dźwięków. Co dziwne, w trakcie jazdy nie mogłem tej funkcji wyłączyć, jeśli już była aktywna.


Producent zrezygnował tu z przycisku start/stop – auto wyłączamy z poziomu ekranu lub po prostu wysiadając i zamykając drzwi. Zdziwiło mnie to, że jeśli zamkniemy MGS5 z włączonymi światłami mijania, to samochód przełącza je na pozycyjne i pali tak długo, aż nie wyłączymy ich ręcznie. W większości aut, światła mijania pozostają włączone przez określony czas, np. 30 sekund, po czym całkowicie gasną. Przez to parę razy zdarzało mi się, że zostawiłem auto na światłach.


Przestrzeń i komfort pasażerów
Z tyłu MGS5 jest przestronny i, jak to w elektryku, posiada płaską podłogę. Siedzisko kanapy jest wyprofilowane tak, że pasażer „wpada” dość mocno do tyłu, co osobiście uważam za wygodne. Minusem jest wysoko umieszczona podłoga, przez co uda nie mają pełnego podparcia. Pasażerowie mają do dyspozycji nawiewy, gazetownik, port USB-C i podłokietnik z uchwytami na kubki.



Bagażnik? Ma 453 litry, a klapa otwiera się elektrycznie i to na tyle wysoko, że przy moich 181 cm wzrostu mieściłem się pod nią swobodnie.
Wrażenia z jazdy: 231 KM i napęd na tył
MGS5 może być napędzany silnikiem o mocy 170 lub 231 KM. Ja testowałem mocniejszy wariant. Sprint do setki trwa tu zaledwie 6,3 sekundy. Napęd przenoszony jest na tylną oś, co w elektryku uważam za zaletę – zapewnia lepszą trakcję i kontrolę podczas przyspieszania. Testowałem auto głównie na śniegu i mokrym asfalcie. Muszę przyznać, że system ESP działa bardzo sprawnie. Jeśli przesadzimy z gazem przy przyspieszaniu, pozwoli na delikatne zarzucenie tyłem, ale szybko i bezpiecznie przywraca auto na właściwy tor. Z pełnych możliwości napędu skorzystamy w trybie sport. Wtedy mocne wciśnięcie w pedał przyspieszenia wciska w fotel, jakby w aucie o jakieś 100 KM mocniejszym.

MGS5 nie jest może mistrzem komfortu, ale za to prowadzi się pewnie, nawet przy gwałtownych manewrach. Trudno go rozbujać na tyle, żeby zrobiło się nieprzyjemnie. Dużym plusem jest mała średnica zawracania, co w połączeniu z kamerami 360 czyni go świetnym autem do miasta. Jeśli natomiast ktoś poszukuje SUV-a z powodu wysokiej pozycji za kierownicą, to w tym przypadku może się trochę zawieść. W MGS5 nie siedzi się jakość szczególnie wysoko. Oczywiście auto nie ma też jakichkolwiek właściwości terenowych.
Zużycie energii i ładowanie


Producent deklaruje średni zasięg MGS5 na poziomie do 480 km. Mowa o wersji z większą baterią, czyli taką jak moja. Jej pojemność to 64 kWh. Ja jeżdżąc zimą po Inowrocławiu uzyskałem zużycie na poziomie 22 kWh na 100 km. Trochę dużo, bo to daje zasięg 290 km. W podobnych warunkach trochę mniejsza KIA EV3 zużywała mi 18,1 kWh/100 km. W danych technicznych MG deklarowany zasięg miejski to z kolei 645 km przy zużyciu energii na poziomie bardzo optymistycznych 10,9 kWh/100 km. Śmiem wątpić. Nawet latem.

Na monitorku da się podejrzeć ciekawy wykres analizujący zużycie prądu. Dane z kilkunastokilometrowej przejażdżki po mieście wskazują, że tylko 70% energii “poszło” na napędzanie kół, natomiast 21% na ogrzewanie. To pokazuje, dlaczego zimą elektryki mają mniejsze zasięgi, niż latem.

O ile zużycie energii w moim MGS5 nie należało do niskich, to auto pozytywnie zaskakiwało mnie podczas ładowania. Mimo mrozu i zimnej baterii, samochód pobierał moc rzędu 110 kW tuż po podłączeniu do prądu. To świetny wynik – wiele elektryków, które testowałem, początkowo w takich warunkach ładowało się z mocą na poziomie 60 kW i niższą. Przy 80% moc spadała do około 35 kW.
Maksymalnie MGS5 przyjmie moc 139 kW w przypadku prądu stałego i 11 kW dla prądu zmiennego. Obie wartości są typowe dla tego segmentu.

Jeśli chodzi o rekuperację, mamy cztery tryby, w tym adaptacyjny. Ten ostatni jednak mocno mnie irytował – samochód zaczynał zwalniać zbyt wcześnie (nawet 50-70 metrów przed poprzedzającym autem), co było nienaturalne. W innych markach działa to bardziej intuicyjnie i zdroworozsądkowo. Jest też tryb one pedal, w którym przyspieszaniem i hamowaniem sterujemy wyłącznie pedałem gazu. Jemu akurat nie mogę nic zarzucić.

Ceny i konkurencja: Chińczyk nie taki tani?
Mój bogato wyposażony egzemplarz z większą baterią wyceniono na 164 900 zł. Dla porównania, Skoda Elroq z podobną baterią startuje od 153 450 zł. Różnica polega na wyposażeniu – jeśli doposażymy Skodę do poziomu MG, cena czeskiego auta wzrośnie o 20-30 tysięcy. Mimo to, ostateczna różnica nie będzie znacząca.


Gdy spojrzymy na bazowe wersje wyposażenia i mniejszą baterię, to za MGS5 trzeba zapłacić 139 900 zł, a za Skodę 141 900 zł.
Różnica wynosząca zaledwie 2000 zł sprawia, że MG nie jest już „tanią alternatywą”, ale pełnoprawnym konkurentem, który musi walczyć jakością i parametrami, a nie tylko ceną.

Podsumowanie
MGS5 nie wyróżnia się niczym szczególnym, no moża poza wyglądem z przodu, ale jednocześnie nie ma większych wad. To propozycja, która dobrze spisze się jako auto dla kogoś, kto nie jest wielkim entuzjastą motoryzacji. Samochód zwyczajnie robi to, do czego został stworzony i w tym aspekcie powinien spełnić oczekiwania części użytkowników. Porównałbym go do Kii e-Niro, może również z powodu trochę specyficznego designu.
Co może mu przeszkodzić w zdobyciu polskiego rynku? Silna konkurencja w segmencie kompaktowych SUV-ów i cena, która może nie jest wysoka, jednak jednocześnie nie jest na tyle niska, by była decydującym powodem zakupu.

Cennik:
Dziękuję MG Polska za udostępnienie auta do testu.
