Sprawa składowiska w Giebni ponownie nabrała tempa po ostatnich działaniach organów ścigania. Zatrzymanie czterech osób powiązanych z procederem nielegalnego składowania odpadów, w tym byłego burmistrza Pakości, to – jak podkreśla Michał Siembab – ważny krok, choć do ostatecznego finału wciąż daleka droga.
- Na składowisko w poprzedniej kadencji przywieziono ponad milion ton odpadów. Były one mieszane także z substancjami niebezpiecznymi. Gmina na tym przestępczym procederze straciła setki milionów złotych. W tym samym czasie osoby odpowiedzialne za ten proceder – według oficjalnych szacunków – zarobiły kilkadziesiąt milionów złotych – mówi burmistrz Pakości.
Skala, która wymknęła się spod kontroli
Michał Siembab zaznacza, że w poprzedniej kadencji samorządu skala problemu składowiska osiągnęła "katastrofalne rozmiary". Na teren w Giebni trafiały ogromne ilości nielegalnych i niebezpiecznych odpadów.
- To miejsce mogło zostać przekształcone w nowoczesną instalację przetwarzania odpadów. Giebnia mogła służyć całemu powiatowi, generując przez dziesiątki lat znaczące przychody dla naszej spółki komunalnej oraz naszej gminy – podkreśla burmistrz.
Zamiast tego – jak dodaje – potencjał został bezpowrotnie utracony w wyniku działań grup przestępczych. Składowisko stało się symbolem patologii w gospodarce odpadami i braku skutecznego nadzoru nad tym obszarem.
Rekultywacja składowiska
Dziś – zdaniem samorządu – jedyną realną i odpowiedzialną drogą jest rekultywacja składowiska, czyli jego odizolowanie od środowiska i odpowiednie zabezpieczenie. Alternatywą byłaby utylizacja termiczna ogromnej masy zgromadzonych odpadów, jednak – jak wskazuje burmistrz – koszty takiego rozwiązania są kolosalne.
- Koszty ewentualnej utylizacji termicznej tak ogromnej ilości odpadów przekraczają 10 miliardów złotych. To kwoty, które wykraczają poza możliwości budżetowe państwa – zaznacza.
Proces rekultywacji oznacza wieloletnie działania techniczne i środowiskowe, mające na celu ograniczenie ryzyka dla mieszkańców oraz przyrody. Kluczowe jest zabezpieczenie terenu przed przenikaniem zanieczyszczeń do gleby i wód gruntowych.
Sprawa wciąż jest w toku. Zatrzymania i przedstawione zarzuty to dopiero etap postępowania, które może potrwać jeszcze wiele miesięcy.
- Jako burmistrz zapewniam: nie odpuszczę tej sprawy. To kwestia bezpieczeństwa mieszkańców, odpowiedzialności za środowisko i elementarnej uczciwości wobec naszej wspólnoty – deklaruje Michał Siembab.