- Nie prowadziłem i nie prowadzę działalności z wykorzystaniem mienia komunalnego, ani budynków, ani obiektów, ani środków finansowych. Natomiast radni, wbrew logice, kierując się interesem politycznym i dyscypliną partyjną, po prostu przegłosowali wygaszenie mojego mandatu – mówi Tomasz Marcinkowski.
Radny zapowiedział, że od decyzji Rady Miejskiej odwoła się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
- Nie pozostaje mi nic innego, jak odwołać się za pośrednictwem Rady Miejskiej do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który - jestem o tym przekonany - podzieli opinie prawne, które dziś przedstawiłem radnym. Były to dwie opinie prezentujące całkowicie odmienny pogląd niż ta urzędowa, którą podkreślam – uważam za nierzetelną – mówi Marcinkowski.
Zobacz też: Miasto chce rozszerzyć strefę płatnego parkowania. Radna zawalczyła o służby
Radny stwierdził również, że jeśli radni dostrzegają przesłanki do wygaszenia jego mandatu, podobne konsekwencje powinny dotyczyć także innych samorządowców.
- Radny Marcin Skonieczka korzysta z obiektów Ośrodka Sportu i Rekreacji, radny Jacek Bętkowski jest zatrudniony na stanowisku kierowniczym w IGKiM, a pani Ewa Podogrodzka, jako emerytowana pracownica jest zatrudniona w PGKiM, natomiast radny Rafał Lewandowski od kilku miesięcy pracuje w Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji na specjalnie dla niego stworzonym stanowisku. Jeżeli standardy, to dla wszystkich równe – mówił.
W obronie Marcinkowskiego stanęli także jego współpracownicy z Porozumienia Samorządowego dla Inowrocławia.
- Wynik głosowania nie mógł być inny, skoro radni wskazani przed chwilą przez Tomasza Marcinkowskiego pracują i świadczą usługi na rzecz gminy oraz otrzymują wynagrodzenie ze środków publicznych. Nie można więc mówić o niezależności, a przede wszystkim to właśnie ci radni wykorzystują majątek gminy, bo za swoją pracę pobierają wynagrodzenie ze środków publicznych – mówiła Ewa Koman.
Z kolei radny Grzegorz Kaczmarek ocenił, że decyzja o wygaszeniu mandatu w tej sprawie może stworzyć niebezpieczny precedens.
- Wychodząc z takiego założenia, każdy, kto zaczyna pracę w szkole czy jakiejkolwiek jednostce i jednocześnie jest radnym, będzie musiał iść "na cenzurowane". Budujemy precedens, który później może obrócić się zarówno przeciw radnym opozycji, jak i koalicji - podkreślił.
