Polsat News wyemitował reportaż poświęcony śmierci Pawła Pułaczewskiego z Inowrocławia. 31-latek zmarł 2 października 2025 roku po policyjnej interwencji na osiedlu Armii Krajowej. Funkcjonariusze zostali wezwani po zgłoszeniu, że mężczyzna miał demolować mieszkanie i wyrzucać meble na klatkę schodową.

Nagrania z kamer nasobnych policjantów

W materiale pokazano nagrania z kamer nasobnych policjantów uczestniczących w interwencji. Jak wynika z tej relacji, od początku oceniali, że mężczyzna jest agresywny i silnie pobudzony. Na miejsce wezwano dodatkowy patrol oraz zespół ratownictwa medycznego. Stan 31-latka po kilku minutach jednak gwałtownie się pogarsza.

- Siny, bez oddechu – słychać na jednym z nagrań słowa policjanta.


Zobacz też: Będzie więcej kamer. 100 tys. zł na dodatkowy monitoring w dwóch miejscach


Matka: Chciałabym wiedzieć, dlaczego syn zmarł

W reportażu głos zabrała również matka Pawła Pułaczewskiego.

- Chodzę, funkcjonuję, ale już nie należę do tego świata. Jestem już po tamtej stronie z synem. Już mi na niczym nie zależy. Chciałabym tylko wiedzieć, dlaczego on zmarł. Jemu można teraz wmówić, że zrobił wszystko – powiedziała w rozmowie z Polsat News.

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie śmierci 31-latka, jednak postępowanie zostało umorzone. Pełnomocnik rodziny, mec. Łukasz Czajkowski, złożył zażalenie na tę decyzję.

Prawnik zwraca uwagę, że matka zmarłego otrzymała nagrania z kamer nasobnych policjantów dzień przed wydaniem postanowienia o umorzeniu śledztwa i nie miała realnej możliwości zapoznania się z materiałem dowodowym.

Wątpliwości rodziny

W reportażu podniesiono również kwestie dotyczące przebiegu interwencji. Policja utrzymuje, że funkcjonariusze nie używali paralizatorów. Mecenas Czajkowski wskazał jednak fragment nagrania, który – jego zdaniem – przedstawia użycie takiego urządzenia wobec leżącego mężczyzny.

Pełnomocnik rodziny zwrócił także uwagę, że Paweł Pułaczewski miał podczas interwencji mówić, że "nie może oddychać" oraz wołać o pomoc. Według prawnika informacje te nie znalazły odzwierciedlenia w protokole. Jak podkreślał, funkcjonariuszy nie pytano również o sposób zmiany pozycji mężczyzny po zgłaszanych przez niego problemach z oddychaniem.

Mecenas zaznaczył ponadto, że w aktach sprawy nie ma informacji wskazujących, aby biegli analizujący okoliczności śmierci mieli dostęp do nagrań z kamer nasobnych policjantów.

Wątpliwości ma budzić również sposób obezwładnienia 31-latka. Z notatki służbowej wynika, że policjanci przytrzymywali jego ręce i nogi. Tymczasem nagranie z kamer nasobnych sugeruje, że funkcjonariusze unieruchamiali także jego plecy, co nie zostało odnotowane w dokumentacji.

- Nie widziałam nagrań z kamer nasobnych policjantów. Nie byłam w stanie tego oglądać. Nie przeżyłabym tego - powiedziała w reportażu matka Pawła Pułaczewskiego.

Jak wynika z reportażu, we krwi Pawła Pułaczewskiego wykryto substancje psychoaktywne – 3-CMC oraz klefedron. Biegli stwierdzili m.in. obrzęk mózgu i płuc oraz zmiany w mięśniu sercowym. Wskazali również, że w trakcie reanimacji doszło prawdopodobnie do złamania mostka i żeber.

Zdaniem biegłych bezpośrednią przyczyną śmierci było ostre zatrucie organizmu spowodowane jednoczesnym działaniem substancji psychoaktywnych. W ich opinii nie ma natomiast podstaw, by uznać, że do zgonu przyczyniły się działania osób trzecich.