Głodówka w Solino przybiera dramatyczny obrót. "Nie damy się złamać"
» O tym przeczytasz tylko na Ino.online
Strajkujący domagają się przede wszystkim przedstawienia przez rząd konkretnej strategii dla sektora energetycznego, zabezpieczenia złóż oraz przywrócenia kontroli państwa nad kluczowymi spółkami związanymi z produkcją soli i sody. O przyczynach protestu, jego celach i możliwych konsekwencjach rozmawiamy z jednym z jego liderów, przewodniczącym NSZZ "Solidarność" w IKS Solino - Jerzym Gawędą.
Joanna Labuda: Jak pan się dziś czuje?
Jerzy Gawęda: Psychicznie czuję się dobrze. Fizycznie - powiedzmy, że też, choć to już dziesiąta doba protestu głodowego. Od soboty zaostrzyliśmy protest i nie przyjmujemy już nawet płynów, więc organizm jest obciążony.
Zakładaliśmy jednak, że rząd, który – w naszej ocenie – doprowadził do obecnej sytuacji w sektorze solno-sodowym i całym kompleksie energetycznym, będzie próbował przeciągać rozwiązanie sprawy. Byliśmy na to przygotowani.
Już trzech protestujących trafiło do szpitala. Dlaczego konieczna była interwencja pogotowia?
Protest głodowy to bardzo radykalna forma sprzeciwu, więc naturalne jest, że organizm zaczyna się wyczerpywać. Pojawia się ogólne osłabienie, zawroty głowy, bóle – każdy reaguje inaczej, w zależności od stanu zdrowia.
U naszych kolegów objawy były już wyraźnie widoczne, dlatego podjęli decyzję o przerwaniu protestu. Wyniki badań, które zostały przeprowadzone w szpitalu, potwierdziły poważne wycieńczenie organizmu.
Teraz mają czas, by dojść do siebie. Nie tylko samo wejście w głodówkę jest trudne – równie wymagający jest proces wychodzenia z niej. To nie dzieje się z dnia na dzień.

Czy ktoś próbował was powstrzymać? Rodzina, bliscy?
Bliscy się boją – i mają do tego pełne prawo. To bardzo ciężka i rzadko podejmowana forma protestu, niosąca realne zagrożenie zdrowia, a nawet życia.
Rodziny to przeżywają, ale jesteśmy ludźmi odpowiedzialnymi i podejmujemy tę decyzję świadomie.
To nie jest spontaniczny gest ani próba zwrócenia na siebie uwagi. Taki protest to ostateczność – sygnał, że zawiodły wszystkie inne formy dialogu.
W naszym przypadku problemy narastały przez długi czas. Próby rozmów i rozwiązania sytuacji nie przyniosły efektów, a sprawa dotyczy kluczowych kwestii związanych z funkcjonowaniem całego kompleksu energetycznego i jego przyszłością.
Zobacz też: Holcim zbuduje nowoczesne centrum badawcze przy Cementowni Kujawy
Mówimy o pracownikach i ich rodzinach, ale to chyba znacznie szerszy problem?
Tak, sytuacja w sektorze uderza w cały region. Mówimy nie tylko o miejscach pracy, ale też o realnym zagrożeniu dla bezpieczeństwa energetycznego państwa i obywateli.
To system naczyń połączonych – poszczególne elementy są od siebie zależne. Bez jednych nie będą funkcjonować drugie.
Ten kompleks powstał po to, by wzmacniać bezpieczeństwo energetyczne Polski – nie chodziło o jedną kopalnię, ale o cały układ magazynów, wydobycia i odbiorców.
Mówimy tu o konkretnych lokalizacjach i złożach – jak Damasławek, Lubień czy inne w regionie. Bez takiego powiązanego systemu nie da się budować stabilności.
To był model, w którym różne branże wzajemnie się uzupełniały – np. solanka była wykorzystywana w przemyśle chemicznym, a jednocześnie powstawały podziemne magazyny. Dzięki temu można było przechowywać paliwa, ropę, gaz, wodór czy CO₂ w bezpieczny sposób. Dziś ten cały model jest zagrożony.
A co z wpływem na lokalną społeczność?
Rzadziej mówimy o tych najbardziej ludzkich aspektach – czyli o miejscach pracy czy konsekwencjach dla regionu. A one są ogromne.
Upadek tego systemu oznaczałby nie tylko likwidację jednej spółki, ale też dziesiątek współpracujących przedsiębiorstw. Dla regionu byłby to dramat – i nie ma sensu tego ukrywać.

W tej sytuacji uznaliście, że nie ma już odwrotu i trzeba rozpocząć protest?
Tak. Ta decyzja nie zapadła nagle. My od lat alarmowaliśmy o sytuacji.
Niestety, te informacje były często marginalizowane albo sprowadzane do powierzchownych interpretacji – jakby chodziło o jakieś wąskie interesy. Tymczasem od ponad 20 lat mówimy o problemach systemowych.
I nie protestujecie pierwszy raz.
To już nasz czwarty protest głodowy. Pierwszy trwał 18 dni, drugi – 45, trzeci – 96 dni. Wszystkie dotyczyły dokładnie tych samych problemów, o których mówimy dziś.
Nigdy nie protestowaliśmy w sprawie wynagrodzeń czy własnych korzyści. Zawsze chodziło o przyszłość spółki, regionu i bezpieczeństwo państwa.
Niestety, osoby, które próbowały o to walczyć, często były później marginalizowane czy dyskryminowane.
Czyli problem narasta od lat?
Dokładnie tak. Decyzje podejmowane już w latach 2008–2014 były – z naszej perspektywy – bardzo szkodliwe dla spółki.
Co, pana zdaniem, doprowadziło do obecnej sytuacji?
Orlen, jako właściciel Solino S.A., od samego początku przejmował wszystkie przychody z magazynowania paliw płynnych w spółce. Jednocześnie Solino zostało zmuszone do finansowania budowy podziemnego magazynu oraz innych inwestycji w infrastrukturę magazynową, co znacząco ograniczyło jego możliwości inwestowania w podstawową działalność statutową, taką jak produkcja solanki czy soli.
To był i jest ze strony właściciela spółki "ekonomiczny kanibalizm" – rozwój jednego obszaru odbywał się kosztem innego.
Pozbawiono spółkę możliwości finansowania inwestycji, a jednocześnie brakowało skutecznego nadzoru. Podmiot, który nie wywiązał się ze zobowiązań, przejął kontrolę po sprzedaży udziałów Skarbu Państwa. Zamiast wdrożyć plan naprawczy i jasno określić rozwój magazynowania i produkcji, nie podjęto realnych działań.
Czy były jeszcze inne decyzje o szczególnie negatywnych skutkach?
Tak – kluczowa była decyzja z grudnia 2009 roku, która zablokowała możliwość ubiegania się o koncesję na złoże Lubień i podporządkowała działalność zewnętrznemu podmiotowi.
Powołana spółka okazała się nietrafionym rozwiązaniem i dziś jest w likwidacji. W praktyce zablokowano rozwój na 17 lat.
A co wydarzyło się później?
Kulminacją była decyzja z 2014 roku o sprzedaży zakładów odbiorczych solanki prywatnemu inwestorowi, bez odpowiednich zabezpieczeń.
Zwracaliśmy uwagę, że oddaje się w ten sposób kluczowe elementy systemu w prywatne ręce, bez gwarancji ochrony interesu państwa.

Czy to był przypadek czy świadomy proces?
W mojej ocenie – świadomy. Już w latach 2003–2004 wyprowadzono Ciech poza struktury Skarbu Państwa, co wyglądało jak przygotowanie do prywatyzacji.
Po naszych interwencjach decyzję cofnięto, ale w 2014 roku ponownie ograniczono wpływ państwa. To nie był przypadek.
Jak to wpływa na obecną sytuację energetyczną?
Powinniśmy mieć dziś kilka dużych magazynów, które mogłyby zabezpieczać potrzeby Polski i regionu. Gdyby powstały one zgodnie z naszymi postulatami, obecnie – mimo kryzysów na świecie – nie musielibyśmy mierzyć się z tak dużymi wahaniami cen na rynku ropy.
Problemem jest też brak jednego centrum decyzyjnego w zakresie magazynowania i energetyki. Dziś każdy działa na własną rękę, co prowadzi do chaosu i braku spójnej strategii.
Czego najbardziej brakuje w systemie?
Działamy głównie na małych magazynach, co jest niewystarczające. Potrzebny jest system wielopoziomowy: krótkoterminowy, średnioterminowy i strategiczny.
Potencjał był, ale go nie wykorzystano. Od 2014 roku sytuacja geopolityczna się pogarsza, a od 2022 mamy do czynienia z pełnoskalowym konfliktem w regionie. Zagrożenia narastają z dnia na dzień.
Dlatego tłumaczenia, że "coś nas zaskoczyło", są dla mnie nie do przyjęcia. Mówimy o bezpieczeństwie obywateli – to nie jest obszar, w którym można pozwolić sobie na improwizację.
Zobacz też: Wraca temat odpadów. "To nie wina mieszkańców"
Jak obecna sytuacja wpływa na przyszłość kompleksu związanego z Solino?
Złoża się wyczerpują, a likwidacja Janikowa oznacza spadek wydobycia solanki o ponad 30%. To rodzi poważne pytania o przyszłość całego modelu biznesowego.
Czy on nadal będzie się "spinał"? Czy możliwa będzie dalsza budowa magazynów? Już dziś widać, że te procesy są zagrożone i wydłużają się w czasie. A to bezpośrednio wpływa na bezpieczeństwo energetyczne i gospodarcze.
Co musiałoby się wydarzyć, żeby zakończyli państwo protest?
To nie jest kwestia "nas". To sprawa systemowa. Oczekujemy od rządu przedstawienia kompleksowej strategii zagospodarowania złóż i rozwoju całego kompleksu energetycznego.
Kluczowe jest również przejęcie przez Skarb Państwa strategicznych spółek związanych z produkcją soli i sody. Bez tego nie ma mowy o stabilnym rozwoju. Nie ma od tego odwrotu. My będziemy prowadzić protest do końca. Udowodniliśmy to już wcześniej – nie damy się złamać.
Jak będzie wyglądał dalszy przebieg protestu?
To protest kroczący. Kolejne osoby są przygotowane do jego kontynuowania. Dziś dołączyły następne dwie osoby i jeśli zajdzie taka potrzeba, będą kolejne. Nie jesteśmy tu przypadkowo – jesteśmy przygotowani i zdeterminowani.
Pojawiają się jednak głosy, że protest dotyczy "tylko" niewielkiej grupy pracowników.
To manipulacja. Sprowadza się sprawę do kilku osób, podczas gdy w rzeczywistości za tym protestem stoi znacznie szersza grupa ludzi i problem o znaczeniu ogólnokrajowym. Nie zamierzamy brać udziału w tej propagandzie.
Do tematu wrócimy.