Przyznam się Wam szczerze — sam długo miałem co do tego mieszane uczucia. Z jednej strony, mówimy o aucie z silnikiem, który potrafi narobić tyle hałasu, że na parkingu pod hotelem klienci zaczynają zerkać przez okna. Z drugiej — czy M-ka to nie jest przypadkiem zabawka, którą bierze się na tor albo na weekend w Tatry, a nie na business trip do Krakowa?

Postanowiłem sprawdzić to na własnej skórze. I powiem Wam tak: jeśli ktoś próbuje Wam wmówić, że auto na delegację musi być nudne, pewnie nigdy nie spędził pięciu godzin za kierownicą BMW M4 Competition na pustej autostradzie A4.

 

Pierwsze wrażenie — to działa, zanim w ogóle wysiądziesz

Dobra, zacznijmy od podstaw. M4 Competition w obecnej generacji (G82) to auto, którego nie da się przeoczyć. Te ogromne nerki z przodu — wiem, wiem, dla wielu temat kontrowersyjny, sam na początku kręciłem nosem — ale w realu, na żywo, zwłaszcza w mocniejszych kolorach typu Sao Paulo Yellow czy Isle of Man Green, robią robotę. Klient, który widzi Was wysiadających z czegoś takiego, automatycznie rejestruje: „aha, ten gość gra w innej lidze".

Niskie zawieszenie, szerokie błotniki, cztery końcówki wydechu z tyłu — to nie jest auto, które się chowa w tłumie. Felgi 19/20 cali z czarną aluminiową oprawą hamulców (a w wersji z opcjonalnymi karbon-ceramikami złotymi, jeśli ktoś naprawdę chce zaszaleć), karbonowy dach, dyfuzor wyglądający, jakby został zaprojektowany przez kogoś z działu Motorsportu po trzeciej kawie. No nieźle.

I tu mamy pierwszy paradoks biznesowy: niby jedziecie podpisać kontrakt, niby macie być poważni, a to auto krzyczy „petrolhead" na kilometr. I wiecie co? Często to działa. Bo szefowie dużych firm to też ludzie, a ludzie lubią auta. Spotkałem już kilku prezesów, którzy zamiast od razu przejść do agendy, wychodzili przed budynek pogadać o silniku. Ice breaker premium edition.

Wnętrze — biznes klasa z karbonowym posmakiem

Otwieracie drzwi i… cóż, BMW wie, co robi. Kubełkowe fotele M Carbon (te z dziurą w siedzisku, jak w prawdziwych autach wyścigowych) to opcja, której albo się nienawidzi, albo kocha. Ja jestem w tym drugim obozie — trzymają jak imadło, a po pięciu godzinach jazdy plecy mam mniej zmęczone niż po locie ekonomiczną. Można zamówić zwykłe sportowe, też dobre, ale jak już szaleć, to porządnie.

Skóra Merino, alcantara, karbon, czerwone przyciski startu i M1/M2 na kierownicy — wszystko to wygląda jak gabinet menedżera, który po pracy jeździ na track day. Multimedia iDrive 8 z dwoma ogromnymi wyświetlaczami zlewającymi się w jeden, head-up display, harman/kardon, klimatyzacja czterostrefowa (w opcji, ale w wersji do wynajmu zwykle jest). Wszystko działa szybko, intuicyjnie, choć przyznaję — przeniesienie wszystkiego na ekran dotykowy nie wszystkim się podoba. Sam wolałbym fizyczny przycisk klimy zamiast szukania go palcem podczas jazdy.

Z tyłu? No cóż, to coupé. Dwie osoby się zmieszczą, ale jeśli macie kolegę powyżej 180 cm, który ma jechać z Wami na spotkanie 300 km dalej, przygotujcie się na ciche skargi.

Bagażnik 440 litrów — wystarczający na walizkę średniej wielkości, plecak na laptopa i torbę z dokumentami. Na typową dwudniową delegację jak znalazł. Na narty z całą rodziną — niekoniecznie, ale od tego są SUV-y.

Co siedzi pod maską (i dlaczego to ma znaczenie biznesowo)

Tu robi się ciekawie. 3-litrowy rzędowy R6 biturbo (S58), 510 KM w wersji Competition, 530 KM w Competition xDrive, 650 Nm momentu obrotowego dostępnego w szerokim zakresie obrotów. To silnik, który pozwala M4 wystrzelić do setki w 3,5 sekundy (xDrive — 3,4 s), a z opcjonalnym pakietem M Driver's pojechać 290 km/h.

Brzmi efektownie? Brzmi. Ale tu jest sedno sprawy biznesowej, którą mało kto rozumie: w realnej jeździe po polskiej autostradzie te 510 koni przekłada się na coś znacznie ważniejszego niż laury z toru. To znaczy — wyprzedzanie ciężarówki na A1 zajmuje Wam tyle czasu, co zmiana stacji w radiu. Wjazd na autostradę z pustego pasa rozpędowego? Zero stresu. Pokonanie 400 km do klienta? Robi się płynnie i bez zmęczenia.

A teraz wyobraźcie sobie, że jedziecie na ważne spotkanie i po drodze na S8 trafiacie na korek. W normalnym aucie — godzina opóźnienia. W M4? Cóż, dalej godzina opóźnienia, bo prawa fizyki to prawa fizyki — ale przynajmniej jak korek się skończy, to nadrobicie te 15 minut bez większego problemu (oczywiście w granicach przepisów, drodzy państwo, w granicach przepisów).

Jazda — czyli dlaczego nie męczę się po 500 km

Skoro zahaczyłem już o kwestię prowadzenia, to powiem Wam wprost: M4 Competition to auto z dwiema osobowościami. W trybie Comfort, z miękkim ustawieniem zawieszenia (adaptacyjne, oczywiście), ze skrzynią w trybie najłagodniejszym i wydechem w pozycji „nie obudzę sąsiadów" — to jest po prostu szybkie GT. Płynnie, komfortowo, z tym charakterystycznym mruczeniem rzędowej szóstki, które sprawia, że nawet jak utknęliście na 60 km/h za autobusem, to i tak macie radość.

Ale potem włączacie tryb Sport Plus, dwa kliknięcia M1 albo M2, i… popcorn z wydechu na zmianach biegów, w fotel wciska Was tak mocno, że dopiero po kilku metrach pomyślicie „aha, więc tak to się robi", a wycie silnika przy 7000 obrotów to coś, co naprawdę trzeba usłyszeć. Auto klei się do drogi jak po sznurku, aktywny dyferencjał robi swoje, kierownica jest wręcz chirurgiczna w precyzji.

Hamulce? W standardzie wystarczające z naddatkiem, ale jak ktoś bierze ceramikę, to przygotujcie się — pierwsze ostre hamowanie i zaprzyjcie się mocno o kierownicę aby Wasza głowa tam nie wylądowała.

Skrzynia 8-biegowa M Steptronic — dla mnie krok do przodu względem starej DCT z poprzednika. Trochę mniej drapieżna na zmianach, ale za to gładsza w mieście i przy spokojnej jeździe. 

Spalanie — bo o tym też trzeba pogadać

Dobra, sprowadźmy się na ziemię. Bo to jednak biznesowy kontekst, a nie wycieczka po torze.

Spokojna jazda autostradą, 130 km/h, tempomat, klimatyzacja działa — 8-9 litrów na setkę. Tak, w aucie z 510 końmi. Te nowoczesne szóstki biturbo potrafią naprawdę zaskoczyć, jak się ich nie prowokuje. Mieszana jazda po mieście i trasie — 11-12 litrów. Ostre używanie potencjału na pustej drodze albo w trasie z wieloma wyprzedzeniami — bez problemu uzyskacie 16-18 litrów. A na torze, jak ktoś zechce, to 25 i więcej, bądź co bądź to nie hybryda.

Bak ma 59 litrów (w xDrive 70), więc w trybie cruise zrobicie spokojnie 600-700 km na jednym tankowaniu. Na delegację z Katowic do Warszawy i z powrotem? Spokojnie, bez tankowania. Yarisem mielibyście większy zasięg, ale Yarisa nikt Wam pod biurowcem nie pozazdrości.

Czy to się opłaca? Wynajem vs leasing — twarda matematyka

I tu dochodzimy do clou tematu, który najczęściej spędza sen z powiek przedsiębiorcom rozważającym takie auto. Bo jedna rzecz to chcieć M-kę pod biuro klienta, a druga — uzasadnić to księgowej.

Spójrzmy na to chłodno. BMW M4 Competition w salonie kosztuje od jakichś 530-580 tysięcy złotych, w zależności od wersji i wyposażenia (a jak ktoś się rozszaleje z opcjami, to bez problemu wbije ponad 700 tys.). Klasyczny leasing operacyjny na 36 miesięcy, z 20% wpłatą własną i 30% wartością rezydualną, to mniej więcej 7 000-9 000 zł raty miesięcznej netto. Plus AC/OC, plus serwis, plus opony letnie i zimowe, plus utrata wartości w momencie wyjazdu z salonu (jakieś 15-20% w pierwszym roku, swoją drogą), plus stres, czy aby na pewno będziecie się tym jeździć tyle, żeby się to opłacało.

A teraz druga strona równania. Wynajem M4 na konkretną podróż służbową — powiedzmy 2 dni — to wydatek rzędu 2 400-3 000 zł. Załóżmy, że w skali roku potrzebujecie takiego auta na 8-12 podróży tego typu. Robi się 25-35 tysięcy rocznie. Bez kosztów ubezpieczenia, bez utraty wartości, bez martwienia się o serwis, bez 40-tysięcznej wpłaty własnej zamrożonej w aucie.

I jeszcze jedno — w wynajmie krótkoterminowym macie elastyczność. Dziś M4, jutro Porsche 911, za miesiąc S-klasa na ślub kuzyna. W leasingu? No cóż, bierzecie jedno auto na trzy lata i się modlicie, że nie zmienicie zdania.

Oczywiście, jak ktoś jeździ premium klasą codziennie i robi 50 tysięcy kilometrów rocznie, to leasing nadal będzie tańszy. Ale dla typowego przedsiębiorcy, który raz na miesiąc lub dwa potrzebuje czegoś z charakterem na ważne spotkanie? Wynajem wygrywa. I nie chodzi tylko o pieniądze, ale o brak zobowiązań.

Wrażenie na kliencie — czy to faktycznie działa?

Tu wejdę w temat, który niewielu chce poruszać otwarcie, ale jest realny: to, czym podjeżdżacie pod biurowiec, ma znaczenie. Nie zawsze, nie u każdego klienta, ale często.

Z mojego doświadczenia (i z opowieści kilku znajomych z branży konsultingowej oraz IT) wynika, że jeśli jedziecie do startupu albo firmy rodzinnej, gdzie szef sam siedzi za sterami — M4 robi robotę. To język, który rozumieją. Pokazujecie, że gracie poważnie, że stać Was na takie auto (lub na taki wynajem, ale klient tego nie wie), i że nie boicie się pokazać charakteru.

Jasne, nie wszędzie to działa. Konserwatywna kancelaria prawnicza w Warszawie, gdzie jeżdżą wyłącznie czarnymi S-klasami i E-klasami? Tam M4 może być postrzegane jako zbyt „szpanerskie". Ale w 80% sytuacji biznesowych, w których byłem — sportowe auto premium zostaje zauważone, zapamiętane i o nim się rozmawia. A klient, który Was zapamięta, to klient, który do Was wraca.

Garść praktycznych wad — bo żadne auto nie jest idealne

Żebyście nie myśleli, że to laurka — M4 ma swoje wady, które warto znać przed wynajmem.

Pierwsza: zawieszenie, nawet w trybie Comfort, jest po prostu twarde. Polskie dziury i progi zwalniające poczują Wasze plecy. To nie jest S-klasa i nigdy nie będzie. 
Druga: te kubełkowe fotele, choć fenomenalne na dłuższe trasy, w mieście z wsiadaniem-wysiadaniem co kilka minut potrafią zmęczyć (przeskakiwanie przez ten „mostek" w siedzisku). Jeśli ma Ci to przeszkadzać wybierz zwykłe sportowe, wygodniejsze na krótsze i długie trasy
Trzecia: prześwit. Jak parking ma wysokie krawężniki, módlcie się, bo plastikowy splitter z przodu nie przebacza.

Jak wynająć?

Jeśli czytając to wszystko pomyśleliście „okej, ale jak to faktycznie wziąć na konkretną delegację" — sprawa jest prostsza, niż Wam się wydaje. W wypożyczalniach BMW M4 Competition dostępne są na krótkie i dłuższe wynajmy, z odbiorem w Katowicach lub z dostawą do Was na życzenie (Warszawa, Kraków, Wrocław — bez problemu).

BMW M4 — wynajem już od 1400 zł za dobę — przy dłuższych wynajmach (3+ dni) cena potrafi spaść jeszcze niżej, a przy weekendowych pakietach czasami można trafić na promocje. W cenie standardowo dostajecie pełne ubezpieczenie, asystę 24/7 i (co dla niektórych ma znaczenie) auto wypucowane do połysku, gotowe do robienia wrażenia.

Na koniec — czy warto?

Wracając do pytania z tytułu — czy BMW M4 Competition nadaje się na podróż służbową? Po kilku takich wyjazdach mogę powiedzieć z czystym sumieniem: tak, i to bardziej, niż większości ludzi się wydaje. To auto, które łączy dwie rzeczy, których normalnie nie da się połączyć — przyjemność z prowadzenia w kategorii „tor wyścigowy" i komfort autostradowego GT, plus prestiż, który działa na klientów.

Czy musicie je mieć? Nie. Ale jak macie szansę pojechać na ważne spotkanie czymś, co da Wam frajdę, a klientowi temat do rozmowy — czemu nie?

W końcu praca pracą, ale życie jest za krótkie, żeby jeździć Passatem. ;)