Joanna Labuda: Za chwilę ukaże się twoja debiutancka płyta "Przed i Po". To ważny moment w twojej karierze. Co możesz dziś o niej powiedzieć?

Patryk Skoczyński: To moja pierwsza płyta i jednocześnie zapis sześciu lat pracy. W tym czasie bardzo dużo się u mnie zmieniło — zarówno jako u człowieka, jak i artysty. Dlatego album jest połączeniem moich muzycznych początków z bardziej dojrzałą wersją mnie.

Tytuł „Przed i Po” nie jest przypadkowy. To opowieść o czasie przed odnalezieniem siebie i o tym, co wydarzyło się później. Te dwa światy spotykają się właśnie na tej płycie.

Muzycznie to pop, ale z różnymi odcieniami. Są gitarowe brzmienia, jest elektronika i sporo energii. To album pokazujący moje dwie strony — tę bardziej wrażliwą i tę pełną optymizmu.

Mówiłeś, że ta płyta powstawała przez kilka lat. Dlaczego właśnie teraz przyszedł moment, żeby ją wydać?

To był czas szukania własnego muzycznego DNA. Na początku nie wiedziałem jeszcze, w jakim kierunku chcę iść, jakie brzmienia są naprawdę moje.

Przez te lata rozwijałem się nie tylko muzycznie, ale też jako autor tekstów. Kiedy zaczynałem, pisanie przychodziło mi bardzo trudno, ale z czasem się to zmieniło. Ostatnie utwory, które znalazły się na płycie, są już napisane w pełni przeze mnie.

Sam tytuł "Przed i Po" sugeruje zmianę. O czym jest więc płyta?

To zbiór historii inspirowanych moim życiem, doświadczeniami bliskich mi osób i obserwacją świata.

Śpiewam o relacjach, miłości, przyjaźni, codziennych emocjach i momentach, które przeżywa każdy z nas. To historie uniwersalne, dlatego mam nadzieję, że słuchacze odnajdą w nich także kawałek siebie.

Czy jest na albumie utwór, który jest dla ciebie szczególnie ważny? Taki, do którego masz największy sentyment?

Jest ich kilka. Na pewno "Na zawsze będzie", bo to pierwszy utwór, który sam wydałem i wyprodukowałem. Mam do niego ogromny sentyment.

Bardzo ważny jest też "Dom". To od niego wszystko się zaczęło i do dziś pozostaje moim najpopularniejszym utworem. Kiedy pytam słuchaczy o ulubione piosenki, ten tytuł pojawia się bardzo często.

Duże nadzieje wiążę również z utworem "W gorącej wodzie", który jeszcze nie miał premiery. To numer, który wyjątkowo mocno czuję.

Wielu słuchaczy poznało cię dzięki udziałowi w "The Voice of Poland". Jak dziś, z perspektywy czasu, wspominasz ten program?

Bardzo dobrze. Wcześniej próbowałem swoich sił w "X Factorze" i "The Voice", ale dopiero w 2015 roku udało mi się dostać do programu.

To było dla mnie ogromne doświadczenie. Miałem około 20 lat, byłem młody i niedoświadczony, więc stres był spory. Z drugiej strony mogłem zobaczyć, jak wygląda telewizja od kulis, poznać wielu ciekawych ludzi i zdobyć pewność siebie.

Dotarłem do ćwierćfinału i właśnie wtedy poczułem, że muzyka może być czymś więcej niż tylko pasją. Program zmotywował mnie także do tworzenia własnych utworów.

To dzięki niemu poznałem Warszawę i pomyślałem o przeprowadzce. Rok później zamieszkałem w stolicy, poznałem pierwszego menedżera i zacząłem rozwijać karierę.

Mieszkasz dziś w Warszawie, ale Inowrocław nadal jest dla ciebie ważnym miejscem. Wracasz tutaj?

Oczywiście. W Inowrocławiu mieszkają moi rodzice i brat, mam tu też znajomych. To miasto zawsze będzie miało dla mnie szczególne znaczenie.

Właśnie tutaj powstały moje pierwsze piosenki. Pamiętam, jak w swoim pokoju nagrałem pierwszy utwór po angielsku. Pokazałem go później mojemu menedżerowi i to właśnie wtedy uwierzył we mnie jako artystę.

W Inowrocławiu stawiałem też pierwsze kroki wokalne, dlatego zawsze wracam tu z sentymentem.

Czy po premierze płyty chciałbyś zagrać koncert w Inowrocławiu?

Artyści rzadko organizują koncerty samodzielnie — najczęściej są zapraszani przez miasta lub organizatorów wydarzeń.

Mam jednak nadzieję, że taka okazja się pojawi. Chciałbym wrócić do rodzinnego miasta i zaprezentować mieszkańcom materiał z debiutanckiej płyty.

Poza muzyką coraz mocniej widać cię też w mediach społecznościowych. TikTok i Instagram są dziś ważną częścią kontaktu ze słuchaczami?

Zdecydowanie tak. Dziś social media są ważnym elementem budowania relacji z odbiorcami.

Pokazuję tam nie tylko muzykę, ale też kulisy jej powstawania i fragmenty codziennego życia. Dzięki temu ludzie mogą poznać mnie trochę bliżej.

Przede mną jeszcze premiera ostatniego singla przed albumem, więc najbliższe tygodnie będą bardzo intensywne. Jeśli ktoś chce śledzić tę drogę od środka, zapraszam na moje profile.

Na koniec: co będzie dla Ciebie sukcesem debiutanckiej płyty?

Największym sukcesem będzie dla mnie to, jeśli ludzie po prostu polubią tę płytę.

Oczywiście marzę o dobrych wynikach i dużych zasięgach, ale najważniejsze są emocje. Chciałbym, żeby te piosenki towarzyszyły ludziom w ważnych momentach ich życia.

Jeżeli ktoś napisze mi, że słucha mojej muzyki w pracy, podczas podróży albo w chwili, która wiele dla niego znaczy, będę miał poczucie, że ta płyta naprawdę spełniła swoje zadanie. I to byłby dla mnie największy sukces.

Premiera debiutanckiej płyty Patryka Skoczyńskiego "Przed i Po" już 7 sierpnia 2026 roku.

edit1-0002-6