Zobaczcie zdjęcia z Poznań Motor Show. Jest co oglądać!
Na początek garść przydatnych informacji. Targi w Poznaniu potrwają od czwartku do niedzieli. Za niedzielny bilet zapłacicie od 65 do 80 zł. Zmotoryzowani mogą skorzystać z parkingu podziemnego (ale tego dnia może być całkowicie wypełniony). Wygodną opcją jest również pociąg. Od dworca głównego na targi dojdziecie pieszo w 5 minut.
Ja odwiedziłem je w czwartek. To tzw. media day - czas przeznaczony głównie dla dziennikarzy i obfitujący w premiery. Na czwartek też można było kupić bilet, ale był on dużo droższy, bo kosztował około 200 zł. Dzięki temu to jedyny dzień, w którym nie ma tłumów. W niedzielę będzie tłoczno.
W halach Międzynarodowych Targów Poznańskich naliczyłem jakieś 17(!) chińskich marek, podczas gdy przedstawicieli reszty świata jest około 25. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że wiele marek europejskich czy amerykańskich nie występuje tu oficjalnie – ich modele można podziwiać na stoiskach firm tuningowych, wypożyczalni, czy dealerów, co sprawia, że ta oferta jest znacznie uboższa. Targi w tym roku odpuścili chociażby BMW, Audi, czy Toyota. Oficjalne stoiska przygotowały za to m.in. Mazda, Hyundai, Kia czy Renault.
Z kolei Chińczycy nie rozmieniają się na drobne. Ich pawilony są ogromne, wypolerowane na wysoki połysk, a w ofercie jest auto dosłownie na każdą okazję. To prawdziwa klęska urodzaju. Jeśli właśnie zastanawiacie się nad kupnem nowego auta, to chyba jeszcze nigdy wcześniej w historii, polski klient nie miał takiego wyboru. Na dokładne przejrzenie wszystkich rynkowych propozycji przed podjęciem tej ważnej decyzji... chyba trzeba wziąć sobie urlop.
Przeciętny rodzimy klient, który z chińczyków kojarzy pewnie tylko Omodę, Jaecoo czy MG, może poczuć się tu oszołomiony. Są tu modele od miejskich maluchów i hatchbacków, przez luksusowe sedany i potężne minivany, aż po terenówki, które wyglądają, jakby ktoś je wyciągnął prosto z gry komputerowej. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że chińskie samochody to nie tylko elektryki. Benzyniaki i hybrydy też są.
Oczywiście reszta świata nie poddaje się bez walki. Wśród 28 oficjalnych premier, które odbywały się w tym roku co 15 minut, moją uwagę przykuły m.in. Mazda CX-6e, Kia Seltos, czy Dodge Charger Daytona.
Prawdziwą gratką dla fanów motoryzacji jest hala z supersamochodami. McLaren, Ferrari, Aston Martin, Lamborghini - i serce od razu zaczyna bić mocniej.
Poniżej moje subiektywne Top 5 najciekawszych aut, a na samym dole przygotowałem dla Was galerię 99 zdjęć z targów.
Top 5 - maszyny, które kradną show
1. Aston Martin Valhalla – prawdziwy biały kruk, jedyny taki egzemplarz w Polsce. To hybrydowa bestia o łącznej mocy 1079 KM, napędzana m.in. czterolitrowym silnikiem V8 twinturbo. Osiągi? 2,5 sekundy do setki. Przy prędkości 241 km/h aerodynamika generuje ponad 600 kg docisku, a we wnętrzu można poczuć się jak w bolidzie Formuły 1. Produkcja jest ściśle limitowana do 999 sztuk, a cena zwala z nóg – około 7 milionów złotych.

2. Rolls-Royce Spectre – pierwszy w pełni elektryczny, seryjny model tej luksusowej marki. W dodatku w nadwoziu coupe. To auto o imponujących gabarytach (prawie 5,5 m długości) i masie bliskiej 3 t, z czego sam akumulator waży około 700 kg. Mimo to pierwszą setkę osiąga w 4,5 sekundy. Spectre to pokaz kunsztu – we wnętrzu lśni prawie 5000 diod LED imitujących gwiazdy, a auto porusza się na obłędnych, 24-calowych "talerzach". Zanim trafiło do sprzedaży, przeszło ekstremalne testy na dystansie 2,5 miliona kilometrów. Cena wyjściowa? Ponad 2 miliony złotych.



3. Hyptec SSR – absolutna perełka z Chin, zwana chińskim Ferrari. Ten w pełni elektryczny potwór posiada trzy silniki o łącznej mocy 1224 KM. Przyspieszenie do 100 km/h trwa absurdalne 1,9 sekundy. Samochód wykonano z lotniczego włókna węglowego, a jego moment obrotowy wynosi niewiarygodne 12 000 Nm. Aby okiełznać takie parametry, zastosowano specjalną mieszankę gumy opracowaną z przemysłem lotniczym. Można go sprowadzić na indywidualne zamówienie, a ceny startują od około 1,2 mln zł w wersji bazowej.

4. Lamborghini Diablo - supersamochód z plakatów, Need For Speed i gumy turbo. Ten kultowy pojazd z 1990 roku przez chwilę był najszybszym seryjnym autem świata osiągając 325 km/h. Pod maską benzynowa V12 dająca czystą przyjemność z jazdy, jakiej nie uświadczymy w dzisiejszych, napakowanych elektroniką autach. Ceny na aukcjach potrafią przekraczać 2 mln złotych.


5. Hyundai Concept 3 - Futurystyczne elektryki co prawda w kategorii podnoszenia emocji, przynajmniej u mnie, nie mają szans z takimi perełkami, jak wspomniane wcześniej Lambo, ale z pewnością budzą zaciekawienie. Na stoisku Hyundaia pokazano koncept będący zapowiedzią modelu IONIQ 3. W środku czeka na nas cyfrowy towarzysz Mr. Pix, a na zewnątrz dominują rzeźbiarskie linie połączone z motywem pikseli.

