Najmocniej wybrzmiały zarzuty dotyczące nepotyzmu i powiązań personalnych w miejskich spółkach, które – zdaniem byłych członków zarządu – mają charakter wzajemnych "wymian kadrowych".

Jako przykład wskazali sytuację z marca tego roku: żona prezydenta Arkadiusza Fajoka miała objąć stanowisko w radzie nadzorczej Centrum Sportowo-Rehabilitacyjnego "Słowianka" w Gorzowie Wielkopolskim, podczas gdy w tym samym czasie do rady nadzorczej PGKiM trafił Wojciech Woropaj, związany z Gorzowem i – jak podkreślano – były przewodniczący rady nadzorczej tej samej spółki.

- To nie jest przypadek. To jest precyzyjnie zaplanowana wymiana kadry: "my damy żonie prezydenta miejsce u nas, a wy dacie człowiekowi od nas u was" – powiedział Leszek Sienkiewicz.


Zobacz też: Szef protestu głodowego w kopalni trafił do szpitala


W jego ocenie takie działania podważają transparentność i budzą wątpliwości co do zasad obsadzania stanowisk. - W temacie nepotyzmu i wymiany kadrowej złożyłem zawiadomienie do CBA o możliwości popełnienia przestępstwa - dodał były członek zarządu PGKiM.

Podczas konferencji stwierdzono, że nie jest to odosobniony przypadek. Wskazano na szerszą sieć powiązań personalnych między spółkami w Inowrocławiu, Rypinie i Lipnie. W radach nadzorczych spółek w tych miastach miały pojawiać się osoby powiązane ze sobą zawodowo i prywatnie – m.in. żona prezesa inowrocławskiego ZEC-u czy prezes IGKiM – podczas gdy w Inowrocławiu stanowiska obejmować miały osoby związane ze strukturami z tamtych miejscowości.

"Sędzia we własnej sprawie"

Kolejnym wątkiem poruszonym podczas konferencji była sprawa Mikołaja Gajewskiego, który – jak wskazywano – od lat pełni funkcję zastępcy kierownika RIPOK-u, a jednocześnie zasiada w radzie nadzorczej spółki PGKiM. Zdaniem byłych członków zarządu taka sytuacja rodzi poważny konflikt interesów.

- To jest sytuacja, w której ktoś staje się sędzią we własnej sprawie i nadzoruje własne działania – mówił Leszek Sienkiewicz.

Wskazał m.in. na sprawę tzw. rzędnych, czyli dokumentacji dotyczącej podniesienia wysokości składowiska. Przypomnijmy, że gdy na RIPOK-u zaczęło brakować miejsca, a wniosek o podniesienie rzędnych nie został jeszcze rozpatrzony, spółka PGKiM musiała ograniczyć przyjmowanie odpadów od wielu podmiotów, co skutkowało odnotowaniem bardzo dużej straty finansowej.

- Pan Gajewski odpowiadał za dokumentację dotyczącą podniesienia wysokości składowiska. Gdy powstał raport, rzędne zostały przekreślone i co się stało? Zamiast ukarać winnego, konsekwencjami obciążono nowo powołanego kierownika RIPOK-u, który dopiero zaczynał pracę. To była ofiara złożona z pracownika, by chronić pana Gajewskiego lub prezesa spółki – skomentował Leszek Sienkiewicz.

W jego ocenie sytuacja ta ma świadczyć o braku realnego nadzoru nad kluczowymi obszarami działalności spółki.


Zobacz też: W Jaksicach zatrzymano transport nielegalnych imigrantów


Niekontrolowane wjazdy na RIPOK?

Byli członkowie zarządu PGKiM zwracali również uwagę na nieprawidłowości w funkcjonowaniu RIPOK-u, wskazując m.in. na brak właściwej kontroli nad wjazdem pojazdów na teren składowiska. Jak podkreślali, mimo obowiązujących zasad część transportów miała wjeżdżać bez ewidencji.

- Samochody wjeżdżały na składowisko bez żadnej kontroli i rejestracji, mimo oficjalnego nakazu weryfikacji każdego pojazdu – usłyszeliśmy.

Hejt w Inowrocławiu

Podczas konferencji kolejne zarzuty stawiano Szymonowi Kosmalskiemu, prezesowi IGKiM. Chodzi o pojawiające się wcześniej informacje dotyczące hejtu w przestrzeni publicznej. Byli członkowie zarządu przypomnieli sytuację z ubiegłego roku, gdy podczas jednej z konferencji Szymon Kosmalski publicznie zaprzeczał, jakoby miał mieć związek z publikowaniem obraźliwych treści, jednocześnie wzywając do przedstawienia dowodów.

Jak przekonywał Leszek Sienkiewicz, takie materiały miały zostać zebrane i przekazane do ratusza, a ich objętość – jak mówił – sięgała ponad stu stron.

- Publicznie rzucił wyzwanie. "Jeśli ktoś ma dowody, niech je ujawni, inaczej znajdziemy się w sądzie". Panie prezesie Kosmalski – oto dowody. 107 stron, podkreślam, 107 stron materiałów dotyczących hejtu, który – według naszej wiedzy – miał pan prowadzić wspólnie z innymi osobami, dziś pełniącymi funkcje w spółkach miejskich. Kłamał pan mieszkańcom prosto w oczy - powiedział Leszek Sienkiewicz.

Koniec postępowania

Byli członkowie zarządu PGKiM odnieśli się także do zarzutów, które wcześniej pojawiały się pod ich adresem w przestrzeni publicznej. Przypomnieli, że sprawa była przedmiotem postępowania prokuratorskiego, które ostatecznie zostało umorzone.

- Stajemy przed państwem z podniesioną głową. Prawo potwierdziło to, co mówiliśmy od początku. Działaliśmy rzetelnie i uczciwie. Dzisiaj to my, jako osoby w pełni oczyszczone, żądamy przeprosin od tych, którzy z taką łatwością ferowali wyroki w mediach – powiedziała Anna Szczepaniak.

Jak zaznaczyła, mimo oczyszczenia z zarzutów, w jej ocenie nikt nie poniósł odpowiedzialności za wcześniejsze oskarżenia, które uderzały w ich dobre imię.