System rujnuje szpitale. Dyrektor: Jak mamy patrzeć naszym pacjentom w oczy?

- Pacjent płaci, a ja pytam: co z tego ma? To, że kolejki się wydłużają? System zapomniał o pacjencie - mówił podczas protestu w Warszawie dyrektor szpitala w Inowrocławiu, Bartosz Myśliwiec.

Szpitale powiatowe w całym kraju od lat zmagają się z coraz poważniejszymi problemami finansowymi i organizacyjnymi. Rosnące koszty funkcjonowania placówek, niedoszacowane wyceny świadczeń oraz brak systemowych zmian sprawiają, że wiele z nich balansuje na granicy płynności finansowej.

Sytuacja ta dotyczy także szpitala w Inowrocławiu. Zadłużenie placówki szacowane jest obecnie na ponad 20 mln zł. Ostatnio informowaliśmy również o problemach z terminowym wypłacaniem wynagrodzeń części personelu medycznego pracującego na kontraktach.

Zobacz też: NFZ nie płaci szpitalowi. Szpital nie zapłacił pracownikom

"Pacjent potrzebuje pomocy tu i teraz"

Dyrektor szpitala Bartosz Myśliwiec od dłuższego czasu jasno wskazuje na przyczynę tych problemów. Jego zdaniem obecny system ochrony zdrowia w Polsce nie działa i wymaga pilnych zmian. Podkreślił to również podczas protestu środowiska medycznego, który odbył się 3 marca w Warszawie.

- Pacjent płaci, a ja pytam: co z tego ma? To, że kolejki się wydłużają? W chwili obecnej system zapomniał o pacjencie. Pacjenta w systemie nie ma. Jak długo jeszcze musimy patrzeć w oczy naszym pacjentom i mówić: "niech pan przyjdzie na wizytę za rok lub dwa"? Pacjent potrzebuje leczenia tu i teraz – mówił podczas protestu dyrektor inowrocławskiego szpitala Bartosz Myśliwiec.

W proteście, który odbył się w Warszawie, uczestniczyli nie tylko dyrektor i jego zastępca. W demonstracji wziął udział także wicestarosta inowrocławski Henryk Procek.

- Dlaczego mieszkaniec powiatu, czyli mniejszych miejscowości, dla którego metoda naliczania składki zdrowotnej jest taka sama jak w przypadku mieszkańca wielkiego miasta, ma gorszy dostęp do opieki zdrowotnej? Nie rozumiem tego. To, że mamy mieć równy dostęp do ochrony zdrowia, wynika z Konstytucji – powiedział.

Szpital na granicy

Do sytuacji szpitala odniosła się także starosta Wiesława Pawłowska podczas czwartkowej konferencji prasowej. Jak przyznała, samorząd ma poczucie, że apele ze strony szpitali pozostają bez większej reakcji.

- Czujemy niedosyt, ponieważ mamy wrażenie, że my protestujemy, narzekamy, a jednocześnie nikt sobie nic z tego nie robi. Sytuacja jest bardzo ciężka w całej służbie zdrowia, szczególnie w lecznictwie szpitalnym, a zwłaszcza w szpitalach powiatowych – powiedziała.

Starosta podkreśliła też, że szpital w Inowrocławiu pełni znacznie większą rolę niż wiele innych placówek w regionie.

- Nasz szpital jest jedyny w swoim rodzaju w tej części regionu. Obsługuje nie tylko powiat inowrocławski, ale też okoliczne powiaty. Mamy 18 oddziałów, do tego Szpitalny Oddział Ratunkowy, który działa cały czas w trybie ostrym. Karetki cały czas przywożą tu pacjentów z wypadków i nagłych zdarzeń – wyjaśniała.

Jak dodała, w wielu innych szpitalach powiatowych zakres działalności jest znacznie mniejszy.

- Tam często funkcjonuje tylko kilka oddziałów, cztery czy sześć. Przyjęcia odbywają się głównie planowo. U nas oprócz 18 oddziałów jest jeszcze SOR, poradnie oraz nocna i świąteczna pomoc lekarska - mówiła Wiesława Pawłowska.

Przypomnijmy, że jedną z przyczyn trudnej sytuacji finansowej inowrocławskiej placówki są tzw. nadwykonania, czyli świadczenia wykonane ponad limit zakontraktowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Za część z nich szpital wciąż nie otrzymał pieniędzy. To m.in. dlatego część personelu pracującego na kontraktach nadal czeka na wypłatę pełnych wynagrodzeń za ostatnie miesiące pracy.