Przetestowaliśmy butelkomaty w Inowrocławiu. Tego dnia nawet nie próbuj
Od 1 października ubiegłego roku w Polsce obowiązują nowe zasady zwrotu opakowań. Systemem kaucyjnym objęte są butelki plastikowe (do 3 l), puszki metalowe (do 1 l) oraz szklane butelki wielorazowe (do 1,5 l). Za plastik i metal odzyskamy 50 groszy, za szkło – złotówkę.
Obowiązek przyjmowania opakowań mają wszystkie sklepy powyżej 200 mkw., a mniejsze placówki muszą odbierać przynajmniej szklane butelki zwrotne. Brzmi prosto? Uzbrojeni w jedną, półlitrową butelkę po wodzie, ruszyliśmy w miasto, by zamienić plastik na obiecaną gotówkę.
Niedzielna „wycieczka” donikąd
Nasze testy zaczęliśmy w niedzielę, 15 marca. Plan był prosty: odwiedzić pierwszy, lepszy butelkomat, wsadzić butelkę, odebrać bon na 50 gr. Brzmi prosto, więc co się może nie udać? Ostatecznie odwiedziliśmy trzy maszyny, a do domu wróciliśmy nie z kuponem, ale z... butelką.
Pierwszy przystanek – Dino przy ul. Szymborskiej. Butelkomat nieczynny, a obok niego leżały porzucone worki z pustymi opakowaniami. Przykry widok.

Druga próba to Biedronka przy ul. Świętego Ducha. Efekt? Maszyna odmówiła współpracy. Zgodnie z zasadą „do trzech razy sztuka”, skierowaliśmy się do Biedronki przy ul. Świętokrzyskiej. Niestety, tamtejszy butelkomat również postanowił zrobić sobie w niedzielę wolne.

Dlaczego aż trzy urządzenia zawiodły? Najprawdopodobniej wszystkie były po prostu przepełnione, a w niedzielę nikt nie zajmuje się ich opróżnianiem. Nasza butelka, po zaliczeniu darmowej wycieczki krajoznawczej, wróciła z nami do domu.
W poniedziałek poszło lepiej
W poniedziałek podjęliśmy kolejną próbę. Na cel obraliśmy Lidla przy ul. Jacewskiej. Tam trafiliśmy na kolejkę ludzi z wózkami i torbami pełnymi plastiku. Popularność tego miejsca wynika prawdopodobnie z faktu, że sieć przyjmuje również butelki bez znaku kaucyjnego, płacąc za nie symboliczne 10 groszy. Nie chcąc tracić czasu w ogonku, udaliśmy się do pobliskiego ALDI.
Tam szybko i bez kolejek zamieniliśmy naszą butelkę na kupon na 50 groszy. Z kwitkiem udaliśmy się do kasy, gdzie bez problemu wypłacono nam gotówkę.
Od października 2025 r. w Polsce działa powszechny system kaucyjny, w ramach którego do obrotu trafiło około 530 mln opakowań, a zebrano blisko 28 mln sztuk. To szacunkowe dane ze stycznia br.
Na tym jednak nie koniec. Następnego dnia wróciliśmy pod Dino na Szymborskiej. Tym razem butelkomat działał. Otrzymany kupon postanowiliśmy zrealizować w innym sklepie tej samej sieci w mieście. Tutaj pojawiły się drobne schody natury technicznej. Pani kasjerka, widząc kupon, musiała poprosić o pomoc koleżankę. Okazało się, że aby ten zadziałał, trzeba wywołać specjalną funkcję w systemie, którą nie każdy jeszcze zna. Po krótkiej konsultacji, wszystko zakończyło się sukcesem.

Ekologia z gwiazdką
Jakie są główne grzechy polskiego systemu kaucyjnego? Największą wadą jest fakt, że butelki nie mogą być zgniecione. To oznacza konieczność wygospodarowania sporej przestrzeni na przechowywanie „powietrza” w plastikowych opakowaniach.
System kaucyjny przypomina trochę wspomnianą wcześniej elektromobilność. W teorii ładowanie auta elektrycznego trwa chwilę i zapewnia setki kilometrów zasięgu. W praktyce, często trwa kilkukrotnie dłużej, ładowarka może być zepsuta, a nawet jeśli działa, to przed nami w kolejce mogą stać trzy inne auta.
Z butelkomatami jest podobnie. Idea jest słuszna i proekologiczna, ale wykonanie bywa uciążliwe. Awaryjność urządzeń, ich przepełnienie w dni wolne oraz rygorystyczne zasady przechowywania opakowań sprawiają, że zwrot butelki czasem bywa wyzwaniem dla cierpliwych. Jeśli mamy szczęście, pójdzie szybko i bezproblemowo. Pozostaje mieć nadzieję, że to tylko choroby wieku dziecięcego i z czasem oddawanie plastiku stanie się tak naturalne i bezproblemowe, jak codzienne zakupy.