Wigilijna dobra nowina

Powiedzenie, że obecny czas jest okresem bardzo szczególnym, ktoś uznać może za pustosłowie. Z drugiej strony trudno zdefiniować coś, co w naszych czasach jeszcze nie miało miejsca. Z całą pewnością można stwierdzić, że dopadł nas kryzys, którego nikt się nie spodziewał, a jego skutki będą jeszcze długo odczuwalne. Zmieniło się nasze życie i wydaje się, że już nigdy nie będzie takie, jak przedtem. Zmieniliśmy się lub zmienimy się również i my sami. W tym wirusowym krajobrazie widać to wszędzie, nawet nie wychodząc z domu...

W czasie kryzysu, wywołanego przez wirusa, bardziej niż kiedykolwiek, odczuwamy potrzebę działania jakieś „niewidzialnej ręki”, która przeprowadziłaby nas przez ten mroczny czas, dodając przy tym otuchy i udzielając wsparcia. Bezinteresownie, bez fajerwerków, kolorowych fotek i nadęcia, ale za to pewne, kompetentnie i z empatią. Brak, nie ma. Panujący? Przemilczę, by nie narazić się na stosowany rewanżyzm. Sztuczne gesty, nadmierna autopromocja, zmiana znaczenia słów i pojęć, wylewający się cynizm i hipokryzja, deficyt kompetencji, autorytetu i szacunku.

Pozostaje niesmak i bezsilność, a w perspektywie wstyd lub morze tekturowych tabliczek. W obliczu takiej beznadziei, w tym misternie „ułożonym” świecie jest jednak jedna instytucja, na którą zawsze można było liczyć. Duchowy przywódca, posiadający realną władzę, opowiadający się po jednej ze stron sporu politycznego, ale i wewnętrznie podzielony, mój Kościół Katolicki milczy, monumentalnie milczy. W tej i w innych sprawach. Jego głos jest mało słyszalny, za wyjątkiem głosu tych, którzy raczej powinni milczeć. Uwikłał się w wewnętrznym rozłamie oraz kryzysie… i tkwi. Zagrożona twierdza. A może przynajmniej są jakieś lokalne autorytety, kierujące się zawsze dobrem, zasadami, honorem, mądrością, potrafiące zabrać głos w trudnych momentach, powiedzieć kilka krzepiących słów. Trudno by szukać, „wystepowieli”…

Pozostaje jak zawsze nadzieja i wiara, że to czas będzie tą „niewidzialną ręką”, bo mijający czas jest zawsze najlepszym rozwiązaniem. Jest też nadzieja, że to Święta Bożego Narodzenia będą punktem zwrotnym, na który wszyscy czekamy. Wraz z symbolicznym przyjściem Tego, w którego wierzymy, przyjdzie również wiara w zmianę zła w dobro, kłamstwa w prawdę, zastąpienia nadziei jej spełnieniem, w wymianę głupoty na życiową mądrość, wspartą troską o poprawę tej koślawej rzeczywistości, a wszystko to dopełnione będzie zwyczajną ludzką życzliwością, szczerą, bezinteresowną, nowonarodzoną ludzką życzliwością.

Dobrych, radosnych, ciepłych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia, Świąt które dadzą nam nową siłę, życzę wszystkim życzliwym czytelnikom tych słów. Jak zawsze, słowa otuchy oraz życzenia pomyślności i dobrego zdrowia przesyłam mieszkańcom miasta oraz gminy Pakość, a w szczególności przyjaciołom, znajomym i zawsze wiernym sympatykom.

Wiesław Kończal