Mowa o dawnej reklamie zakładów mięsnych przy ul. Królowej Jadwigi oraz tej aktualnej odnoszącej się do punktu kasacji pojazdów umieszczonej na ścianie kamienicy na rogu Królowej Jadwigi i Staszica.
Na posiedzeniu Komisji Oświaty i Kultury Rady Miejskiej Inowrocławia z 22 czerwca wybuchła gorąca dyskusja o granicy między wolnością właścicieli kamienic a wizerunkiem miasta.
Radny Łukasz Oliwkowski zwrócił uwagę, że w miastach dbających o swoją tożsamość historyczną i turystyczną wjazd do strefy zabytkowej traktuje się ze szczególną pieczołowitością. Zamiast banerów pojawiają się tam murale nawiązujące do historii, np. pokazujące dawne mury obronne.
- Czy naprawdę nie ma możliwości dojścia do właścicieli kamienic czy jakiegoś pogrzebania w prawie żeby uwolnić tą przestrzeń fasad, bo to jest fatalne, naprawdę. Na ile jesteśmy w stanie zaingerować na przykład w kamienice? - pytał radny.
Zobacz też: Rada Powiatu nie odpuszcza w sprawie mandatów. "Proszę o minimum przyzwoitości"
- Jak ktoś ma prywatną kamienicę to nikt mi nie powie jaki kolor ma mieć elewacja albo co ma na niej wisieć - odpowiedział radny Marcin Skonieczka.
Z tym podejściem nie zgodził się ówczesny przewodniczący Komisji Edmund Mikołajczak, wskazując na wzorce zachodnioeuropejskie i oceniając, że polskie miasta zostały dotknięte skrajną samowolą estetyczną po okresie transformacji.
- Muszę powiedzieć, że są miasta w Europie, które też mają te problemy, ale jakoś sobie radzą. Jest takie piękne miasto we Włoszech jak Bolonia i tam nie ma, że ktoś sobie zrobi zieloną elewację. Tam jest tylko odcień beżu i takiego piaskowego koloru i nie ma żadnej zgody. Całe miasto ma swój styl, a my chyba zbyt zachłysnęliśmy się tym, że każdemu wszystko wolno - powiedział były miejski radny.
Zobacz też: Pół roku bez wspinaczki. Dlaczego ścianka jest zamknięta?
Na temat reklam na terenie Inowrocławia wypowiedział się również Adam Sroczyński, przewodniczący Inowrocławskiej Rady Estetyki.
- Rekomendowaliśmy również uchwałę w sprawie, która być może do Państwa trafi, ogólnie nazwę ją antyreklamową, chodzi o ograniczenie nośników w mieście, jeśli chodzi o różnego rodzaju reklamy. To trzeba naszym zdaniem absolutnie podejść do tego poważnie, bo to strasznie psuje wizerunek miasta i robi się wizualny bałagan - stwierdził Adam Sroczyński.