Przypomnijmy, że kilka tygodni temu Rada Powiatu większością głosów wygasiła mandaty trojga radnych klubu Nasze Kujawy – Bartosza Krajniaka, Adama Banaszaka i Izabeli Wierzbińskiej. Wszyscy od początku przekonywali, że decyzja została podjęta z naruszeniem prawa i zapowiadali walkę o swoje mandaty.

Ich stanowisko podzielił wojewoda kujawsko-pomorski Michał Sztybel, który niedawno stwierdził nieważność wszystkich trzech uchwał. W uzasadnieniu wskazał, że zostały podjęte z naruszeniem obowiązujących przepisów.

- Od początku konsekwentnie podkreślałem, że uchwała została podjęta z naruszeniem obowiązujących przepisów. Wojewoda Kujawsko-Pomorski, jako organ nadzoru nad działalnością samorządu, potwierdził to stanowisko i stwierdził nieważność uchwały, eliminując ją z obrotu prawnego – komentował wówczas radny Bartosz Krajniak.

Zobacz też: Pół roku bez wspinaczki. Dlaczego ścianka jest zamknięta?

Na tym sprawa się jednak nie kończy. Podczas poniedziałkowej sesji Rada Powiatu zdecydowała o zaskarżeniu rozstrzygnięć wojewody do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. To właśnie sąd ostatecznie oceni, czy decyzja organu nadzoru była zgodna z prawem.

- Jestem zdziwiony ruchem pana wojewody, który nie neguje konstrukcji prawnej prowadzącej do wygaszenia mandatów. Według mnie pan wojewoda zdjął garnitur i ubrał togę sędziowską, oceniając wartość dowodową w tej sprawie. Z tym naprawdę trudno mi się zgodzić, ponieważ nikt z nas nie wie, jak zachowa się Wojewódzki Sąd Administracyjny. Jeżeli zapadnie jakiekolwiek inne rozstrzygnięcie niż to, które przyjął wojewoda, to rozumiem, że będzie człowiekiem honoru i poda się do dymisji – komentował dzialania wojewody Marek Knop, przewodniczący rady.

"Proszę o minimum przyzwoitości"

Podczas dyskusji głos zabrała także radna Izabela Wierzbińska, która zarzuciła władzom powiatu, że nie zapewniono jej dostępu do dokumentów dotyczących własnej sprawy.

- Dobrze państwo wiecie, że nawet nie miałam wglądu w akta swojej sprawy, więc to jest naprawdę rażące naruszenie. Chciałabym państwa prosić o takie minimum przyzwoitości. Jeżeli toczą się nasze sprawy, to naprawdę powinniśmy mieć wgląd w akta. Jeżeli zapada rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby poinformować o tym radnego, którego sprawa dotyczy – mówiła.

Radna zwróciła również uwagę, że – jej zdaniem – pozostali radni głosowali, nie mając możliwości zapoznania się z pełną dokumentacją.

- Głosowaliście państwo nad trzema ważnymi uchwałami, ale na jakiej podstawie? W dokumentach dostępnych przed sesją radni nie mieli nawet dostępu do rozstrzygnięć wojewody. Rozumiem więc, że podejmowaliście te uchwały, nie znając nawet treści tych rozstrzygnięć – dodała.

Na te zarzuty odpowiedziała starosta Wiesława Pawłowska. Jak podkreślała, urząd nie odmawia udostępnienia dokumentów, jednak – w jej ocenie – rozstrzygnięcie nadzorcze powinien przekazać sam wojewoda jako organ, który je wydał.

- To nie jest kwestia przyzwoitości ani dobrej woli. Z radością każdą prośbę wykonamy. Jestem urzędnikiem i nie ma żadnej krępacji, by napisać kilka słów z prośbą o wydanie tego rozstrzygnięcia. Natomiast uważamy, że dokument ten powinien dostarczyć wojewoda, bo to on jest jego autorem. Jakoś nie słyszę zastrzeżeń co do przyzwoitości pod jego adresem. Gdy ktoś zwraca się do mnie z prośbą, odpowiadam przede wszystkim tej osobie – odpowiedziała starosta.