Bezwzględne więzienie za śmiertelny wypadek pod Inowrocławiem. "Kasia była światłem naszego domu"

Na rok i sześć miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności Sąd Rejonowy w Inowrocławiu skazał Radosława B., sprawcę śmiertelnego wypadku drogowego w Liszkowie. W wyniku zdarzenia z 3 sierpnia 2023 roku zginęła Katarzyna Twardowska, wracająca z nocnej zmiany do domu.

Ogłaszając wyrok, sąd wskazał, że przy jego wymiarze uwzględnił zarówno dotychczasowy, ustabilizowany tryb życia oskarżonego, jak i okoliczności jednoznacznie go obciążające.

- Na niekorzyść oskarżonego przemawiają przede wszystkim tragiczne następstwa wypadku, rażące naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym oraz zignorowanie obowiązku ustąpienia pierwszeństwa przejazdu – podkreśliła w uzasadnieniu sędzia Sylwia Rolirad-Majewska.

Jak dodała, takie zachowanie świadczyło o nonszalancji wobec bezpieczeństwa innych uczestników ruchu. Tego rodzaju naruszenia należą natomiast do najczęstszych przyczyn wypadków drogowych.

Rodzina: Żaden wyrok nie zwróci Kasi życia

Dla bliskich Katarzyny Twardowskiej wyrok nie oznacza zamknięcia sprawy. Choć – jak przyznaje jej mąż – przyniósł on pewną ulgę, nie jest w stanie ukoić bólu po stracie.

- Gdy usłyszałem, że to bezwzględne więzienie, poczułem ulgę. Ale po tak ogromnej stracie żaden wyrok nie jest satysfakcjonujący – mówi Jacek Twardowski.

O tragedii dowiedział się około godziny 8.50 od młodszego syna, który otrzymał wiadomość od kolegi. Natychmiast pojechał do Szpitala Powiatowego w Inowrocławiu. Na miejscu mógł już tylko pożegnać żonę.

Małżeństwo wychowywało razem dwoje dzieci. Katarzyna Twardowska była dla rodziny emocjonalnym i organizacyjnym filarem. Utrzymywała bardzo bliskie relacje z dziećmi, siostrami oraz ojcem, którego wspierała także w sprawach zdrowotnych.

- Nie ma kary, która oddałaby życie mojej żony. Mojej Kasi. Mogę jednak mówić głośno o tym, co się stało. O tym, że za każdą decyzją za kierownicą stoi czyjeś życie. Że pośpiech, telefon, zlekceważenie znaku mogą sprawić, że czyjeś marzenia zostaną przerwane w sekundę. Kasia nie była tylko uczestnikiem wypadku. Była światłem naszego domu i pozostanie nim na zawsze – podkreśla mąż zmarłej.

Gemini_Generated_Image_2c08cs2c08cs2c08

Wracała z nocnej zmiany

Do wypadku doszło około godziny 8.00 w Liszkowie, zaledwie około 700 metrów od domu kobiety. Katarzyna Twardowska wracała z nocnej zmiany z Domu Pomocy Społecznej w Barcinie. Jechała prawidłowo Fordem Fiestą drogą z pierwszeństwem przejazdu w kierunku Topoli.

Radosław B. poruszał się Audi A4 z Rojewa w stronę Wybranowa. Zbliżając się do skrzyżowania, zwolnił, jednak – jak ustalił sąd – nie zachował należytej ostrożności, niewłaściwie obserwował sytuację na drodze i zignorował znak A-7 "ustąp pierwszeństwa". Wjechał w lewy bok Forda. Siła uderzenia była tak duża, że samochód dachował i zatrzymał się na pobliskim polu.

Kluczowy świadek i telefon na 112

Dotarliśmy do akt sprawy, z których wynika, że chwilę po zdarzeniu na miejsce nadjechała kobieta jadąca do pracy. Zatrzymała się, by udzielić pomocy. Przy rozbitym Fordzie zobaczyła klęczącego kierowcę Audi. Mężczyzna trzymał w ręku telefon, jednak – jak relacjonowała w sądzie – twierdził, że nie jest w stanie zadzwonić po pomoc.

To ona o godz. 8.05 zadzwoniła pod numer alarmowy 112, wzywając służby ratunkowe.
Początkowo oskarżony utrzymywał, że to on wezwał pomoc.

- Po wszystkim wyłączyłem silnik u siebie i w tym drugim samochodzie, bo on leżał na dachu. Zaraz zadzwoniłem na 112. Przyjechała straż, pogotowie i policja – mówił podczas przesłuchania.

Mąż ofiary dotarł jednak do nagrań z numeru 112, z których jednoznacznie wynikało, że to kobieta zgłosiła wypadek. Na własną rękę poszukiwał świadka, publikując w internecie prośby o kontakt, m.in. na łamach portalu ino.online. Dysponował zdjęciem pojazdu z monitoringu, jednak nie udało mu się ustalić tożsamości kobiety.

Sprawę bardzo skrupulatnie prowadziła sędzia. To ona, analizując zapisy z kamer nasobnych policjantów, zwróciła uwagę na samochód świadka. Dzięki temu udało się ustalić jej tożsamość, powołać ją przed sąd i odtworzyć rzeczywisty przebieg wydarzeń.

- Przez pięć minut po wypadku sprawca nie wykonał żadnego telefonu. Stał obok i patrzył na moją konającą żonę – mówi Jacek Twardowski.

Walka o życie

Na miejsce jako pierwsi dotarli strażacy OSP w Rojewie, następnie zastępy PSP z Inowrocławia oraz patrol policji. Kobieta była nieprzytomna, ale żyła. Ze względu na stopień zniszczenia pojazdu ewakuowano ją przy użyciu sprzętu hydraulicznego przez bagażnik.

W stanie krytycznym trafiła do szpitala. Mimo intensywnej walki lekarzy zmarła w wyniku odniesionych obrażeń.

Radosław B. odniósł jedynie powierzchowne obrażenia ręki. Według świadków był zdenerwowany, palił papierosy i obserwował działania ratowników. Nie utrudniał akcji ratunkowej, ale – jak wynika z zeznań strażaków – nie dopytywał o stan poszkodowanej. Policjantom przyznał, że "spieszył się do pracy" i nie widział nadjeżdżającego samochodu.

Pustka i wstrząs psychiczny

Sprawca został skazany na karę 1 roku i 6 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności, sześć lat zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych oraz zobowiązany do zapłaty 100 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz bliskich ofiary.

- Poczucie osamotnienia, pustki, cierpienia oraz wstrząs psychiczny są dla nich ogromne i wymagały wsparcia – wskazała sędzia Sylwia Rolirad-Majewska. Dodała również: - Katarzyna Twardowska zajmowała w rodzinie szczególną rolę. Stanowiła wsparcie emocjonalne i finansowe, służyła pomocą i radą, poświęcała swój czas bliskim. Członkowie rodziny mogli na nią liczyć. Nie ma osoby, która mogłaby ją zastąpić.

Wyrok jest nieprawomocny. Obie strony procesu złożyły apelację. Rodzina tragicznie zmarłej Katarzyny Twardowskiej wniosła o karę dwóch lat pozbawienia wolności oraz dziesięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów.

Gemini_Generated_Image_a299z2a299z2a299