Pierwsza jazda: Nowy Citroen C5 Aircross zaskakuje ceną
Oryginalny wygląd nadwozia? Powiedzmy, że jest. Miękkie fotele? Są. Komfortowe zawieszenie? Obecne. Jeśli te cechy definiują Citroena, to C5 Aircross jest pełnoprawnym przedstawicielem tej marki. Ale to nie wszystko.
Samochód urósł do 465 cm długości. Ma większy rozstaw osi i więcej przestrzeni dla pasażerów. Bagażnik liczy 565 litrów niezależnie czy mówimy o hybrydzie, czy elektryku.
Nowa C5 dostępna jest jako miękka hybryda z silnikiem 1,2 l (145 KM), plug-in z silnikiem 1,6 l (225 KM) oraz elektryk z baterią 73,7 lub 96,9 kWh i mocą kolejno 213 i 231 KM. W tym drugim wariancie zasięg wynosi do 680 km.
Samochód zyskał lepszą aerodynamikę, po raz pierwszy wentylowane przednie fotele dostępne również z masażem i regulacją boczków oraz nową koncepcję ekranu centralnego. Ten jest największy wśród wszystkich aut koncertu Stellantis. Nowością są też matrycowe reflektory.
Ja za kierownicą C5 przejechałem kilkanaście kilometrów w okolicy Słupcy w Wielkopolsce, gdzie Citroen zorganizował pierwsze jazdy tym modelem dla dziennikarzy. Na miejsce przyjechałem testowanym akurat Oplem Fronterą (test za tydzień). Dlaczego o tym wspominam? Bo obie marki należą do tego samego koncernu i choć Frontera to auto budżetowe, a C5 flagowiec, tu i tu znalazłem garść wspólnych elementów. Lusterko wsteczne, przyciski na podsufitce, dźwignia wyboru trybu jazdy, czy choćby ten sam układ napędowy w postaci miękkiej hybrydy o mocy 145 KM.
Mimo paru wspólnych elementów, nie ma się co oszukiwać - w Citroenie można poczuć się o niebo bardziej komfortowo, a materiały są znacznie lepszej jakości, niż w Oplu. Trochę nie pasował mi za to 3-cylindrowy silnik w aucie określanym mianem flagowego. Jego kultura pracy jest przeciętna, a zwłaszcza podczas uruchamiania bywa głośny, mimo układu miękkiej hybrydy. Jeśli ktoś nie bierze pod uwagę elektryka, to alternatywą jest wyłącznie hybryda plug-in. Taki układ nie sprawdzi się jednak w każdych warunkach, dlatego szkoda, że nie zaoferowano jeszcze jednego wariantu, z jakąś mocniejszą, 4-cylindrową benzyną. Nie wspominając o dieslu, który w rodzinnym SUV-ie sprawdziłby się znakomicie. Ropniaka jednak w C5 niestety nie uświadczymy.
Auto jest nieźle wycenione. Za nowoczesnego, przestronnego i wygodnego SUV-a segmentu C trzeba zapłacić od 132 900 zł. To tylko o 10 tys. zł więcej od mojej Frontery, a oba auta pod kątem wnętrza dzieli przepaść. Plug-in to wydatek 181 700 zł, a elektryk od 174 900 zł.
Poniżej kilka cytatów ważnych osób z prezentacji produktowej oraz zdjęcia. Na więcej wrażeń z jazdy przyjdzie czas przy okazji standardowego testu.
- Citroen jest najbardziej kolekcjonerską marką wśród osób, które kolekcjonują stare samochody. I myślę, że to też świadczy o tym, że staramy się myśleć mniej popularnie, staramy się łamać pewne schematy - mówił Paweł Bielecki, dyrektor marki Citroën w Polsce.
- Nowy C5 Aircross to najbardziej zaawansowany technologicznie Citroen, jaki kiedykolwiek został wyprodukowany i stworzony - powiedział Michał Rutkowski, product manager Citroen Polska.
- Zdecydowana większa przestrzeń, niesamowity komfort, odświeżony, bardziej aerodynamiczny i minimalistyczny design, większa funkcjonalność, swoboda wyboru jednostek napędowych i osiem lat gwarancji - dodaje Magdalena Derewicz-Wodzicka, PR manager w Citroen Polska.