- Ten dokument [budżet - przyp. red.] i to, co faktycznie dostajemy jako mieszkańcy Inowrocławia na przyszły rok, to iluzja rozwoju i jeden wielki PR. To w istocie prezydentura na kredyt - mówiła Ewa Koman z Porozumienia Samorządowego dla Inowrocławia. - Skuteczne zarządzanie miastem to nie banery i roll-upy z nazwiskiem prezydenta, lecz codzienna, ciężka praca. I tej pracy, niestety, tutaj nie widać.
Radna stwierdziła, że większość inwestycji, o których mówi obecna władza, to projekty przygotowane jeszcze przez poprzednie samorządy. Najostrzejsza krytyka dotyczyła jednak realizacji inwestycji w 2024 roku. - Rok temu słyszeliśmy o inwestycjach za blisko 52 miliony złotych. Tymczasem, zgodnie z dokumentami przygotowanymi przez urząd, zrealizowano jedynie 14 procent tej kwoty. 85 procent zaplanowanych inwestycji nie zostało wykonanych - wyliczała Koman. - Można zapisać w budżecie nawet 200 czy 300 milionów złotych, tylko pytanie brzmi: ile z tego faktycznie zostanie zrealizowane?
Radna zarzuciła prezydentowi nie tylko brak skuteczności, ale również szybkie zadłużanie miasta. - W inwestycje pan nie umie, ale jedno się panu udało – zadłużyć miasto. W dwa lata dług wzrośnie o około 50 milionów złotych, czyli niemal o 50 procent - mówiła.
Na zarzuty opozycji odpowiedział m.in. Bartłomiej Stanisz z prezydenckiego klubu "Łączy nas Inowrocław" podkreślając, że budżet na 2026 rok przewiduje rekordowe inwestycje.
- Rok 2026 będzie rokiem rekordowych inwestycji. Za państwa rządów infrastruktura się zużywała – wystarczy spojrzeć na stan basenu, lodowiska czy sauny. Przez lata nie było tam żadnych inwestycji – mówił Stanisz.
Radny zaznaczył, że obecne władze realizują postulaty, które wcześniej pozostawały jedynie zapowiedziami. - Cieszę się, że dziś nawet radni opozycji popierają nasze pomysły, takie jak budowa lodowiska czy bezpłatna komunikacja miejska. To dowód, że miasto wreszcie zaczyna się rozwijać - dodał. W jego ocenie krytyka dotycząca zadłużenia miasta jest nieuzasadniona. - Każdy samorząd, który chce się rozwijać, korzysta z kredytu - podkreślał.
Stanisz odniósł się również bezpośrednio do Ewy Koman, przypominając jej rolę w poprzednich latach. - Pani radna Koman odpowiadała za inwestycje w mieście od 2017 roku. Mieszkańcy ocenili ten okres przy urnach wyborczych – zaznaczył.
Stwierdził też, że sprzeciw opozycji wobec budżetu ma charakter polityczny. - Zapewne zagłosują państwo przeciwko nie dlatego, że budżet jest zły, lecz dlatego, że to nie wasz budżet. Tymczasem to pierwszy od wielu lat budżet tak wyraźnie prorozwojowy, z rekordowymi inwestycjami, których Inowrocław potrzebował - podsumował.
Na zakończenie dyskusji do zarzutów o zadłużanie miasta odniósł się prezydent Arkadiusz Fajok. Przypomniał, że kredyty były zaciągane także w poprzednich kadencjach i stanowiły element finansowania inwestycji. Przywołał przy tym słowa byłego prezydenta Ryszarda Brejzy, którego zastępcą była Ewa Koman. - Jeżeli zaciągamy kredyty z myślą o inwestycjach unijnych, realizowanych przy wsparciu środków zewnętrznych, musimy zabezpieczyć wkład własny. Radni podejmowali te decyzje świadomie, wiedząc, że warto korzystać ze wsparcia unijnego. Są to zupełnie normalne zasady, którymi musimy się kierować, zapewniając rozwój miasta - cytował.
Finalnie radni Porozumienia Samorządowego dla Inowrocławia głosowali przeciwko budżetowi, Koalicja Obywatelska wstrzymała się od głosu, natomiast rządząca koalicja "Jeden Region", PiS oraz "Łączy nas Inowrocław" przegłosowała uchwałę.