Sprawa samowoli budowlanej pokazuje, jak szybko zmieniają się decyzje. Najpierw podczas konferencji prasowej prezes PGKiM zapowiadał legalizację obiektu. Ostatecznie, ze względu na wysokie koszty, zrezygnowano z tego rozwiązania i zdecydowano o rozbiórce nielegalnie wzniesionej budowli na terenie RIPOK-u oraz jej ponownej budowie, już zgodnie z przepisami. Moje pytania o koszty były więc zasadne – opierały się na publicznych deklaracjach, które w krótkim czasie straciły aktualność. Z artykułu nie wynikało, że spółka bezwarunkowo zapłaci za legalizację, a jedynie, że postępowanie w tej sprawie trwa i koszty zostaną poniesione, jeśli zapadną takie decyzje.
Kwestia zasypywania dróg technicznych również pokazuje trudne położenie instalacji. Bo czy gdyby działała bez zarzutu, trzeba byłoby w ogóle rozważać takie rozwiązania? Jeśli pozwolenia budowlane i zintegrowane na to zezwalają, to dobrze – daje to czas, ale nie usuwa źródła problemu.
Prezes PGKiM powiedział, że moimi tekstami próbuję budować "negatywną aurę" wokół RIPOK-u. Nie chodzi o aurę. Uważam, że sytuacja jest poważna, a rolą niezależnych mediów jest trzymać rękę na pulsie. RIPOK to kluczowa instalacja dla całego regionu – od jej stabilności zależą rachunki za śmieci dla mieszkańców i bezpieczeństwo środowiskowe. To kwestie, które muszą znajdować się pod okiem dziennikarzy.
Nie twierdzę, że PGKiM nie podejmuje działań. Rzetelnie informowaliśmy, że spółka przygotowuje się do budowy drugiej kwatery, ograniczyła przyjmowanie odpadów z ościennych gmin, aby zabezpieczyć interes mieszkańców, i podejmuje inne działania naprawcze. Wiele problemów ma swoje początki jeszcze za czasów poprzednich zarządów, ale to właśnie ten obecny musi dziś podejmować decyzje i ponosić za nie odpowiedzialność.
Faktem jest, że od miesięcy czekamy na decyzję marszałka w sprawie podniesienia rzędnych składowiska. W interesie nas wszystkich jest, by była ona pozytywna. Odpady z gmin nie są przyjmowane, co – według naszych informacji – negatywnie wpływa na budżet spółki. Sytuacja w RIPOK-u jest trudna i wymagająca – to fakt. A informowanie o tych kwestiach nie jest tworzeniem "aury", lecz obowiązkiem mediów wobec mieszkańców. I zamierzam wypełnianie tego obowiązku kontynuować.