Sprawa wraca po interpelacji radnego Marcina Wrońskiego, który pod koniec czerwca alarmował, że spośród około 40 młodych drzew posadzonych między Ogrodami Papieskimi a stawem przyjęło się zaledwie jedno.
W odpowiedzi zastępca prezydenta Inowrocławia Szymon Łepski wyjaśnił, że najbardziej prawdopodobną przyczyną obumarcia drzew był nagły spadek temperatury.
- Prawdopodobną przyczyną obumarcia głogów był nagły spadek temperatury. W sytuacji, gdy drzewa zaczynały wegetację, nastąpiło uszkodzenie pąków kwiatowych, przez co głóg marnieje, nie rozwija liści i traci zdolność kwitnienia, a osłabione gałęzie zaczynają stopniowo zamierać - informuje Szymon Łepski.
Zobacz też: Cisza na sali sądowej. Co dalej z procesem ws. "afery fakturowej"?
Miasto wyjaśnia także, że nasadzenie drzew kosztowało 22 714,47 zł. Za ich pielęgnację w 2025 i 2026 roku odpowiada Inowrocławska Gospodarka Komunalna i Mieszkaniowa.
"To tak nie działa"
Takie wyjaśnienia nie przekonują Marcina Wrońskiego. Radny powiatowy podkreśla, że przemarznięcie pąków nie oznacza jeszcze śmierci całego drzewa.
- Samo przemarznięcie pąków kwiatowych lub liściowych nie powoduje uschnięcia całego drzewa. Drzewo traci jedynie plon lub część przyrostów w danym sezonie, ale jego pień, gałęzie i korzenie pozostają żywe. Po pewnym czasie powinny pojawić się nowe pąki - mówi.
Jak dodaje, właśnie tego w Solankach zabrakło.
- Widocznie w Inowrocławiu nie obowiązują te zasady panujące w przyrodzie. W tym przypadku żadne pąki zapasowe się nie pojawiły, więc odpowiedź miasta jest po prostu nieprawdziwa. Można ją potraktować w kategorii "wysłać radnego na drzewo" - komentuje.