Wywiad. Tak szlifuje się diamenty w Inowrocławiu

Z koordynatorem trenerów i managerem MKS Inowrocław Waldemarem Kwiatkowskim rozmawiamy o sportowych diamentach, powrocie Norberta Kobielskiego i kosztownym remoncie, który czeka nasz stadion. Pytamy też, dlaczego reprezentantów naszego MKS-u nie widać na ogólnopolskich zawodach seniorskich.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Marek Jasik: Ile członków liczy obecnie MKS Inowrocław?

Waldemar Kwiatkowski: Mamy około 80 czynnych zawodników trenujących w czterech grupach wiekowych plus około 20 osobowa grupa która która dopiero zaczęła trenować. W ostatnim roku do klubu zapisało się zdecydowanie więcej dzieci niż w poprzednich latach.

Marek Jasik: Rozrasta się, czyli ta liczba w ostatnim czasie się zwiększyła?

Waldemar Kwiatkowski: Zwiększyła się niemal dwukrotnie. Gdybyśmy ten wywiad przeprowadzali rok temu o tej porze, to było ich około 50. W tej chwili już mamy grupę prawie 100-osobową, co mnie bardzo cieszy.

Bardzo mocno rozrasta się grupa dzieci najmłodszych w wieku od 7 do 10 lat. Czyli to, na czym nam najbardziej zależy, bo ten rozwój dzieci jest bardzo istotny akurat w tym wieku.

DSC00017

Marek Jasik: Co się wydarzyło, że nastąpił taki przyrost?

Waldemar Kwiatkowski: Myślę, że przede wszystkim to, że mamy bardzo szeroką ofertę treningową, wykwalifikowaną kadrę trenerską. Grupy dzielimy według kategorii wiekowych, a nie umiejętności a to pozwala na zawiązywanie nowych znajomości wśród rówieśników z różnych szkół.

Obecnie w klubie mamy czwórkę trenerów - dwie trenerki i dwóch trenerów którzy współpracują ze sobą ściśle. Staramy się, aby wszystkie grupy treningowe miały ze sobą kontakt tak, aby dzieci mogły się poznawać, obserwować i uczyć się od siebie nawzajem. Stawiamy na sport poprzez zabawę i treningi w przyjaznej atmosferze.

DSC00012

Od niedawna dołączyła do nas trenerka specjalizująca się w rzutach, była nasza zawodniczka. Mamy trenerów do grupy młodszych dzieci i dwie grupy bardziej zaawansowane i starsze które trenują pod moim okiem. Atmosfera w klubie jest bardzo przyjazna, dzieciaki są ze sobą związane, a rodzice nadają kształt tej atmosferze. No i rośnie świadomość rodziców, że ruch w tym najmłodszym wieku jest najbardziej potrzebny. Myślę, że to są główne przyczyny tego, że zainteresowanie klubem i lekką atletyką wzrosło w naszym mieście.

Marek Jasik: Czy członkowie płacą jakieś składki?

Waldemar Kwiatkowski: Tak, składka członkowska wynosi 100 zł miesięcznie. Jest przeznaczana na sprzęt, koszulki, my opłacamy startowe, autokary, licencje. Przy treningach kilka razy w tygodniu nie pobieramy już żadnych innych opłat. To symboliczna kwota, która jednoczy zawodników z klubem.

Marek Jasik: Ile lat liczą najmłodsi, a ile najstarsi członkowie?

Waldemar Kwiatkowski: Najmłodszego mamy chłopca, który ma 4,5 roku. Najstarsi czynni zawodnicy to młodzicy i juniorzy młodsi. Do tego dochodzi Norbert Kobielski, który jest cały czas naszym zawodnikiem. W maju kończy mu się kara, wróci do czynnego sportu i myślę, że na kolejnych mistrzostwach Polski seniorów będzie nas już reprezentował.

Marek Jasik: Do sprawy Norberta jeszcze wrócimy, a proszę powiedzieć jakie konkurencje można trenować w klubie?

Waldemar Kwiatkowski: Kładziemy nacisk przede wszystkim na ogólny rozwój dziecka na wszystkich płaszczyznach rozwoju fizycznego i psychofizycznego. W lekkiej atletyce od dziecka najmłodszego do młodzika nie ma stricte specjalizacji. Trzeba kłaść nacisk na szybkość, gibkość, wytrzymałość i skoczność. To baza, którą musimy zbudować u podstaw. Dopiero później możemy zawodnika ukierunkowywać.

DSC09974

Marek Jasik: Czy starsi członkowie, którzy wymagają profesjonalnego podejścia, znajdą tutaj odpowiednich trenerów?

Waldemar Kwiatkowski: Oczywiście jesteśmy otwarci na każdą osobę która chce trenować lekkoatletykę. Tak naprawdę lekka to jedyna dyscyplina, którą można zacząć trenować w dowolnym wieku, nawet będąc już dorosłym.

Jesteśmy zrzeszeni w programie „Lekkoatletyka dla każdego”, nasi trenerzy szkolą się w systemie centralnym. Mamy zawodników, którzy są czołowymi sprinterami i “rzutowcami” w Polsce. Nasi najlepsi zawodnicy są objęci szkoleniem w kadrze wojewódzkiej i w zapleczu kadry narodowej.

Marek Jasik: Dlaczego Inowrocław nie ma aktualnie reprezentantów na seniorskich mistrzostwach Polski w lekkiej atletyce? W końcu nie jesteśmy małym miastem.

Waldemar Kwiatkowski: Przyczyn jest kilka. Po pierwsze ciężko jest utrzymać dzieciaki do wieku seniora. Po liceum zaczyna się wybór ścieżki życiowej i nie każdy wiąże ją ze sportem, który jest ciężkim kawałkiem chleba i z reguły wtedy duża większość rezygnuje z wyczynowego uprawiania sportu.

Po drugie wyczynowy sport to bardzo dużo wyrzeczeń, a nie każdy widzi siebie na takiej ścieżce. Po trzecie, chyba dla tych młodych sportowców najważniejsze - sport wyczynowy poza małymi wyjątkami nie przynosi dochodu. Ponadto brak zrozumienia dla młodych sportowców w szkołach średnich, brak odpowiedniego podejścia do tych dzieci powoduje, że dzieciaki uciekają gdzieś indziej, gdzie jest trochę łatwiej i przychylniej.

Przykładem jest Zuzia Szymańska, moja wychowanka, która trenuje teraz we Włocławku. Tam warunki do łączenia sportu ze szkołą są dużo lepsze. Nasze inowrocławskie licea kładą nacisk na intelekt i przedmioty ścisłe, nie ma tam odciążenia dla zawodników którzy wyczynowo uprawiają sport od nauki.

Przy wyczynowym sporcie potrzeba do 10 treningów w tygodniu – ciężko to pogodzić z nauką w elitarnym liceum. My, jako klub, staramy się mając na uwadze rozwój diamentu sportowego, zapewnić jak najlepsze warunki rozwoju, stąd współpracujemy z najlepszymi zarówno trenerami i klubami w Polsce. Wspomniana przeze mnie Zuzia Szymańska jest obecnie w kadrze narodowej juniorów, medalistką mistrzostw Polski w biegach przeszkodowych, a jest wychowanką MKS Inowrocław.

Marek Jasik: W Inowrocławiu tworzone są klasy sportowe w podstawówkach – jak Pan to ocenia?

Waldemar Kwiatkowski: Dobrze, że coś się zaczyna dziać w tym temacie, ale polemizowałbym, czy tworzenie ich od 4 klasy jest dobre. Dziecko idąc do szkoły podstawowej wchodzi w tak zwany pierwszy złoty okres motoryczności i myślę że w tym wieku powinno się myśleć o klasach sportowych. Oczywiście to tylko moje zdanie.

DSC02546

Problemem jest system edukacji w Polsce – w klasach 1-3 wychowania fizycznego nie prowadzą specjaliści, tylko wychowawczynie, które mają to w etacie. Mówi się o tym od 10 lat, badania sprawności pokazują, że spada ona drastycznie z roku na rok, a w tym wieku powinno się dbać najbardziej o rozwój fizyczny dziecka. Będę śledził ten projekt, ale moim zdaniem łatwiej byłoby zacząć od 1. klasy, robiąc testy sprawnościowe już po naborze.

Marek Jasik: Jeśli miałby Pan wymienić trzy aktualnie największe talenty w MKS-ie, to byłyby to…

Waldemar Kwiatkowski: Wiktor Książek – młodzik, sprinter, pierwszy na listach krajowych na 300 metrów w wieku U14, Mistrz Polski na 300 metrów U14 na hali z 2024 roku.

Tobiasz Zientalski – junior młodszy, szósty na Mistrzostwach Polski w rzucie oszczepem.

Klaudia Nowak, rocznik 2016 – niesamowity diamencik, który w hali jest numerem jeden w Polsce w trzech konkurencjach. Może przebić nawet Norberta Kobielskiego.

Marek Jasik: W jakim wieku jest ta granica, kiedy dziecko musi na poważnie skupić się na swojej konkurencji, by osiągnąć sukcesy w seniorskim sporcie?

Waldemar Kwiatkowski: Najważniejszy etap to spokojny rozwój w wieku 7-17 lat. To przygotowanie do wyczynu, uczenie ruchu. Mało kto zdaje sobie sprawę, że 99% społeczeństwa nie potrafi biegać. Nie jestem w stanie powiedzieć u 13-latka, kim będzie, bo on się jeszcze rozwija biologicznie. Dopiero gdy ten rozwój się ustabilizuje, można go ukierunkowywać.

DSC00033

Dużo wartościowsze do sportu wyczynowego są dzieci późno dojrzewające, oczywiście odpowiednio prowadzone. Ale tak naprawdę wszystko zależy od wielu czynników które modelują sukces. Osobiście wolę uczyć kogoś ruchu od podstaw, niż poprawiać złe nawyki wyuczone we wcześniejszych latach. Dlatego tak naprawdę nie można tej granicy określić statystycznie, ponieważ każdy organizm jest inny.

Marek Jasik: Jak zachęcić młodych do uprawiania lekkiej atletyki? To nie jest sport najpopularniejszy, ani tym bardziej dobrze płatny.

Waldemar Kwiatkowski: Żaden sport poza piłką nożną nie jest płatny. Wiele talentów nam ucieka – w zeszłym roku czołowy sprinter odszedł do piłki nożnej do Torunia. My zachęcamy rodziców do inwestycji w ogólny rozwój. Lekka atletyka daje bazę – z niej można przejść do każdej innej dyscypliny i dziecko sobie poradzi w każdym innym sporcie. W drugą stronę jest już znacznie trudniej. My zachęcamy poprzez organizację zawodów, uczestnictwo w dopingu najlepszym sportowcom na zawodach ogólnopolskich, czy też nawet światowych.

Marek Jasik: Wracając do Norberta Kobielskiego – wspomniał Pan, że wraca do sportu.

Waldemar Kwiatkowski: Tak, w maju kończy mu się zawieszenie. Jest w lekkim treningu w Poznaniu. Plan jest taki, by wystartował na letnich mistrzostwach Polski seniorów. Być może zobaczymy go już tutaj 24 maja na 2 Memoriale Edmunda Borowskiego i Jana Jaskulskiego w Inowrocławiu.

Marek Jasik: Co Pan poczuł przed igrzyskami w 2024 roku, gdy pojawiła się wiadomość, że nie pojedzie do Paryża?

Waldemar Kwiatkowski: Przede wszystkim niedowierzanie. Norbert przedstawił nam całą korespondencję z Poladą i Wadą. Znam go od dziecka i nie jestem przekonany, że on świadomie coś wziął. Mam nadzieję, że to wydarzenie go wzmocniło psychicznie, że jest jeszcze w stanie powalczyć o Los Angeles.

Marek Jasik: Jakie ciekawe imprezy szykują się w tym roku w Inowrocławiu na stadionie?

Waldemar Kwiatkowski: 24 maja odbędzie się Memoriał Jana Jaskólskiego i Edmunda Borowskiego. Chcemy, by była to impreza cykliczna. Ponadto miastu przyznano dwie imprezy ogólnopolskie dla dzieci: kwalifikacje wojewódzkie (25 maja) oraz finał ogólnopolski „Lekkoatletycznych Nadziei Olimpijskich” 12 września. Przyjedzie do nas ponad 600 młodych zawodników z całej Polski. To jedna z sztandarowych imprez PZLA dla dzieci z klas 3 i 4 szkoły podstawowej.

Marek Jasik: Jak ocenia Pan współpracę klubu z miastem? Jest coś do poprawki czy jest perfekcyjnie?

Waldemar Kwiatkowski: Współpraca układa się pozytywnie, chociaż mogłaby układać się jeszcze jeszcze lepiej.

Perfekcyjnie nigdy nie będzie, bo nie ma takiego klubu w Polsce, który uważałby, że wszystko jest idealnie we współpracy z samorządem.
Jest chęć współpracy i liczymy na to, że ta współpraca będzie się dalej rozwijała, a co za tym idzie znajdą się fundusze na naprawę nawierzchni stadionu.

Nasz tartan na bieżni nadaje się do wymiany, a koszt położenia nowego to kilka milionów złotych. To bardzo duże koszty, ale liczę, że może się uda pozyskać zewnętrzne środki na remont stadionu. Moje serce lekkoatletyczne zawsze będzie walczyło o ten stadion i o to, by organizować imprezy lekkoatletyczne włącznie z mistrzostwami Polski. A do tego potrzebny jest certyfikat PZLAm który pozwoli takie imprezy organizować

Marek Jasik: Co daje taki certyfikat?

Waldemar Kwiatkowski: Certyfikat Polskiego Związku Lekkiej Atletyki umożliwia organizowanie imprez o zasięgu ogólnopolskim. W tym roku dostaniemy go tylko na te trzy imprezy, ale według wytycznych PZLA nasz tartan jest do poprawy i nie spełni norm do organizacji zawodów, z których wyniki liczyłyby się w rankingu PZLA.

DSC00020

Marek Jasik: Tęskni Pan trochę za Radą Miejską? Żałuje Pan, że Pana tam nie ma, czy lepiej spędzać czas na stadionie?

Waldemar Kwiatkowski: Mam teraz spokojniejsze życie. Rzadko oglądam obrady, bo w tym czasie pracuję. Patrząc z perspektywy na to, co się dzieje – może lepiej, że mnie tam nie ma. Zawsze byłem bezpartyjny i dobrze mi z tym. Moim marzeniem jest współpraca dla dobra sportu i miasta, a nie polityczne spory. Lepiej zająć się sportem. Całe moje życie związane jest ze sportem i niekoniecznie muszę być w radzie miasta aby robić to, co lubię.

Marek Jasik: Dziękuję za rozmowę.

Waldemar Kwiatkowski: Dziękuję