Moja droga do rodzicielstwa nie była łatwa. Wraz z żoną, od kiedy tylko poznaliśmy się marzyliśmy o pełnej rodzinie. Nie wyobrażaliśmy sobie życia bez dziecka. Tak byliśmy wychowani, że rodzina z dziećmi to najważniejsza wartość w życiu. Na początku chcieliśmy ustabilizować naszą sytuację materialno - bytową, wybudować dom, stworzyć jak najlepsze warunki dla naszego dziecka. Po siedmiu latach małżeństwa zamieszkaliśmy w naszym wymarzonym domu. Los jednak sprawił, że nie mogliśmy zostać rodzicami biologicznymi. Był to dla nas cios, musieliśmy uporać się z bólem i utratą marzeń o pełnej rodzinie. Potrzebowaliśmy czasu aby oswoić się z nową rzeczywistością i ją zaakceptować.

Po pewnym czasie zaczęliśmy rozmawiać o adopcji dziecka. Temat ten zaczął pojawiać się w naszym życiu coraz częściej, a my zaczęliśmy patrzeć na naszą historię już całkiem inaczej. Poczuliśmy, że to jest ten moment, aby z naszej bolesnej drogi do zostania rodzicami zrodziło się coś dobrego. Postanowiliśmy dać innemu dziecku możliwość wychowywania się w kochającej rodzinie, której jemu w życiu zabrakło, a my dzięki temu będziemy mieli szczęście spełnienia naszego marzenia. Zaczęliśmy cieszyć się procesem adopcji tak jakbyśmy cieszyli się ciążą. Poczułem, że moją największą motywacją do adopcji jest pragnienie stworzenia dziecku normalnego domu, w którym odnajdzie bezpieczeństwo, akceptację i bezwarunkową miłość. Poczułem w sobie gotowość do pokochania obcego dziecka i otoczenia go opieką i szczerym uczuciem rodzicielskim.

Proces kwalifikacji w ośrodku adopcyjnym przebiegał w bardzo przyjaznej i bezpiecznej atmosferze. Czuliśmy się zaopiekowani przez specjalistów, którzy rozumieli naszą sytuację i uświadomili nam, że ich zadaniem jest jak najlepsze przygotowanie nas do nowej roli. Podczas szkolenia zdobywaliśmy informację o tym, jakiego wsparcia potrzebują dzieci adoptowane oraz z jakimi wyzwaniami muszą mierzyć się rodzice adopcyjni. Nie zniechęciło to nas do adopcji, lecz utwierdziło jak bardzo jesteśmy potrzebni jakiemuś dziecku. Mieliśmy poczucie, że każde spotkanie w ośrodku to poznawanie dziecka, jego historii i strat, z którymi już niedługo przyjdzie nam się zmierzyć.

Po roku od ukończenia szkolenia zadzwonił do nas długo oczekiwany telefon z ośrodka adopcyjnego. Kiedy przyjechaliśmy na spotkanie do ośrodka dowiedzieliśmy się, że możemy zostać rodzicami dla 4-letniej dziewczynki. Słuchanie o tym, co przeszła było dla nas bardzo emocjonujące. Uświadomiliśmy sobie, że kiedy my braliśmy udział w szkoleniu dla rodziców adopcyjnych to w jej życiu działy się trudne zdarzenia. Czuliśmy, że nasze drogi powoli zmierzały w jedną stronę, aby połączyć się w przyszłości. Nasze pierwsze spotkanie z córką, nie było takie jak sobie wymarzliśmy. Nie było rączek wyciągniętych w naszą stronę lecz badawcze spojrzenia i udawanie, że nas nie ma. Nie usłyszeliśmy jej głosu, bo była generalnie dzieckiem bardzo wycofanym i pełnym leku. Było nam trudno, gdyż bardzo chcieliśmy aby nasza córka spojrzała nam w oczy i dała nam jakiś sygnał, że to my, że nas chce, że jesteśmy dla niej tymi wymarzonymi rodzicami. Myślę, że nas po prostu sprawdzała i zrobiła nam test, czy naprawdę jesteśmy gotowi o nią zawalczyć. Dopiero na drugim spotkaniu córka podeszła do nas i podała nam kubeczek abyśmy mogli pobawić się z nią w gotowanie. To był przełom i od tamtej chwili zaczęliśmy wspólnie tworzyć naszą historię.

Od samego początku, kiedy córka przekroczyła próg naszego domu, robiłem wszystko, aby przekonać ją, iż bardzo ją kocham a moja miłość płynie prosto z serca. Moja walka o dziecko była trudniejsza niż żony, gdyż córka wykazywała dodatkowy lęk przed mężczyznami. Startowałem więc z gorszej pozycji i trzeba było zawalczyć o nasze relacje, pokazać jej, że jest bezpieczna i nic jej nie grozi. Nasza strategia przynosiła pozytywne rezultaty, gdyż po pewnym czasie pojawił się u niej oczekiwany regres. Córka chciała być traktowana przez nas jak niemowlę a ja długo i cierpliwie nosiłem ją na rękach.
Moment przysposobienia córeczki w sądzie był dla mnie najpiękniejszym dniem życia i spełnieniem marzeń o byciu tatą. W końcu miałem poczucie i pewność, iż ta mała, z ogromnym bagażem doświadczeń dziewczynka została częścią naszej rodziny.

Jako tata jestem z nią we wszystkich sytuacjach, tych łatwych i tych trudnych, radosnych i smutnych, zawsze może na mnie liczyć. Z chęcią i radością uczestniczę w życiu mojej córeczki. Pozwoliło mi to stworzyć tak samo silną i głęboką więź jak w przypadku ojcostwa biologicznego. Nasz dom wypełnił się dziecięcą radością, spontanicznością i szczerymi emocjami. Teraz codziennie słyszę słowo "tata", które przypomina mi, że warto było przejść to wszystko, aby zmienić życie mojej córki. Wychowanie córeczki, opieka i troska nad nią, codziennie powtarzane czynności, obowiązki, zabawa, wyjścia do kina, na rower, boisko, wspólne zainteresowania czy razem zaplanowane i spędzone wakacje, to właśnie doświadczanie rodzicielstwa, najczystszego w swej postaci.

Dziękuję wszystkim, którzy towarzyszyli nam w drodze adopcyjnej - pracownikom Ośrodka Adopcyjnego, rodzinie i przyjaciołom za pomoc, wsparcie i zrozumienie.

Pracownicy Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Adopcyjnego w Toruniu Oddział w Inowrocławiu zapraszają osoby chętne adoptować dziecko do swojej placówki przy ul. Poznańskiej 133 A w Inowrocławiu. Tel. 52-35-116-24.

Karolina Żuchowska
Kierownik Oddziału w Inowrocławiu
Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Adopcyjnego w Toruniu