Łukasz Simlat szerokiej publiczności jest znany z licznych ról filmowych i telewizyjnych. Jego grę aktorką mogliśmy podziwiać m.in. w "BrzydUli", "Bożym Ciele", "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" czy popularnym serialu "Rojst'97". Podczas spotkania z inowrocławianami aktor opowiedział w trudnym czasie pandemii koronawirusa.

- To był dziwny moment. Gdy w czerwcu 2020 roku lockdown został poluzowany, wszyscy rzucili się na aktorów i powiedzieli: "wy teraz pracujecie". Pracowałem niemal siedem dni w tygodni. Z różnymi produkcjami jechałem do tego samego hotelu gdzieś w Polsce i prosiłem o ten sam pokój, aby się nie gubić. To był poligon z niewidzialnymi kulami. Aktorzy byli jedną z niewielu grup zawodowych, które były zmuszone do zdjęcia maseczki i wejścia w tłum. Na początku to były tłumy nieszczepione i nikt ich nie chciał testować - powiedział Łukasz Simlat.

Aktor na planie jednej z produkcji zaraził się koronawirusem - podobnie, jak 35 innych osób. Simlat przyznał, że w tym trudnym czasie dla branży filmowej, nie korzystał z dotacji od rządu.

- Nie starałem się o to, bo doszedłem do wniosku, że mam z czego żyć i co wrzucić do garnka. Ale smucił mnie fakt, że są inne osoby, które nie mają szansy, aby zarabiać poza teatrem, który był zamknięty, a nikt się nimi nie zajmował i nie interesował - powiedział Łukasz Simlat.

Aktor zdradził także, że szczególnie trudna była praca na planie nowego sezonu "BrzydUli". Pandemia wywróciła pracę ekipy do góry nogami.

- "BrzydUla" to był niezły klocek. Robiliśmy ją od czerwca, ale praca była przerywana non stop. Z racji tego, że jest to serial dzienny, była łapanka aktorów, kto w ogóle może pojawić się na planie. Czasami dostawaliśmy sceny o godzinie 22. Człowiek uczył się do 1 nad ranem, a o godz. 7 był już na planie - zdradził.

DSC_0489

DSC_0496