- W tym roku mamy plagę kleszczy. Jest ich bardzo dużo, a zwierzęta potrafią przynieść nawet po kilka dziennie. Martwi mnie, że preparaty, których działanie do tej pory było bardzo skuteczne, w tym momencie działają słabiej - przyznaje Wiesław Borkowski, weterynarz z Inowrocławia.

W Polsce występuje 21 gatunków kleszczy. Najwięcej problemów z punktu widzenia medycznego i weterynaryjnego powoduje kleszcz pospolity Ixodes ricinus, który przenosi tzw. choroby odkleszczowe. Dla ludzi niezwykle groźna jest borelioza, natomiast dla zwierząt babeszioza.

- Babeszioza przenoszona jest przez pierwotniaki. To choroba bardzo niebezpieczna dla psów. W tym roku mam już szósty przypadek. Babeszioza bardzo osłabia organizm zwierzęcia, niszczy wątrobę i nerki. Jeżeli nie zostanie szybko wykryta, może się to źle skończyć. Zwykłe antybiotyki na nią nie działają, zastosowane muszą zostać specjalne preparaty. Psa, który złapie babesziozę, czeka długie leczenie - mówi Wiesław Borkowski. I przyznaje: - W tym roku jest większe nasilenie chorób odkleszczowych niż w latach poprzednich.

Eksperci apelują, by w razie ewentualnego ukąszenia przez kleszcza, zachować spokój. Każdy może wyciągnąć go jednostajnym ruchem przy użyciu narzędzia np. pęsety czy kleszczołapek lub skorzystać z pomocy weterynarza.

Komunikat w sprawie zwiększonej obecności kleszczy wydał też Główny Inspektorat Sanitarny.

- Wybierając się na spacer do lasu, parku bądź na inne tereny zielone uważajmy na te pajęczaki. Po powrocie dokładnie oglądajmy swoje ciało, ukłucie kleszcza nie boli! Pamiętajmy też o dzieciach. Kleszcze najczęściej można znaleźć tam, gdzie skóra jest najdelikatniejsza (na rękach, nogach, głowie – na granicy włosów i za uszami, w zgięciach stawów, w pachwinach oraz fałdach skórnych). Kleszcze stanowią zagrożenie nie tylko dla ludzi, ale także atakują psy i koty. Oglądajmy dokładnie także skórę naszego pupila - apeluje GIS.

inoonlineplus