Temat wysokich rachunków za energię wywołał dyskusję podczas sesji Rady Miejskiej Inowrocławia. Konkretne liczby przedstawił radny Tomasz Marcinkowski z Porozumienia Samorządowego dla Inowrocławia.
W pierwszych czterech miesiącach 2025 roku miasto i jego jednostki wydały na energię elektryczną 2 mln 589 tys. zł. W tym samym okresie 2026 roku było to już 3 mln 893 tys. zł. Różnica wynosi więc ponad 1,3 mln zł, czyli około 50 proc.
Zdaniem Tomasza Marcinkowskiego przyczyną tak dużego wzrostu były błędy związane z procedurą wyboru i zmiany sprzedawcy energii. Radny wskazywał przede wszystkim na – w jego ocenie – zbyt późne ogłoszenie przetargu, mimo że było wiadomo, iż dotychczasowa umowa wygaśnie z końcem 2025 roku.
- Przez to opóźnienie i błędy przy zmianie dostawcy, przez blisko cztery miesiące 2026 roku miasto musiało płacić za prąd według droższej stawki. To jest tak zwana opłata rezerwowa – mówił Tomasz Marcinkowski. - Zapamiętajcie państwo dobrze: milion 300 tysięcy złotych wyrzuconych w tym roku niepotrzebnie na drogą energię – stwierdził.
Ratusz: przetarg był przeprowadzony na czas
Do zarzutów odniósł się zastępca prezydenta Inowrocławia Szymon Łepski, który przedstawił chronologię postępowania. Jak poinformował, przetarg ogłoszono 6 października 2025 roku, 31 października otwarto oferty, a 10 grudnia dokonano wyboru najkorzystniejszej.
Łepski podkreślał, że miasto było wówczas gotowe do podpisania umowy i przeprowadzenia zmiany sprzedawcy, czyli około trzech tygodni przed początkiem 2026 roku.
- Nie odstawaliśmy, jeżeli chodzi o termin ogłoszenia przetargu, od tego, jak miało to miejsce w 2021 roku. Wtedy przetarg został ogłoszony troszeczkę wcześniej, bodajże 25 września, tutaj 6 października. Jest pewna różnica, ale nie aż tak duża, która skutkowałaby takimi dodatkowymi opłatami – przekonywał zastępca prezydenta.
Według Łepskiego problem pojawił się podczas procedury przenoszenia poszczególnych punktów poboru energii pomiędzy sprzedawcami. Jak tłumaczył, wyjaśnianie nawet stosunkowo niewielkich rozbieżności dotyczących nazw punktów poboru potrafiło trwać tygodniami.
Miasto chce odzyskać pieniądze
Ratusz nie zamierza kończyć sprawy na zapłaconych rachunkach. Łepski poinformował, że trwają analizy dotyczące wystąpienia z roszczeniami i odzyskania przynajmniej części poniesionych kosztów.
- Nie chciałbym w tym momencie zdradzać naszej strategii prawnej, na jakich przesłankach będziemy opierać nasze roszczenie, ponieważ jeszcze nie do końca przyjęliśmy rozstrzygnięcia w tym zakresie. Natomiast prowadzimy w tym temacie dosyć intensywne prace – powiedział.
Jak dodał później, miasto będzie próbowało odzyskać "jak nie wszystkie, to przynajmniej znaczną część tych środków".
Koman: "Zawsze lepiej poszukać winnego gdzieś obok"
Wyjaśnienia zastępcy prezydenta nie przekonały radnej Ewy Koman. Jej zdaniem władze miasta próbują przerzucić odpowiedzialność za sytuację na inne podmioty.
- Zawsze lepiej poszukać winnego gdzieś obok, niż poszukać swoich własnych niedopatrzeń i próbować to naprawiać, tak po prostu rzetelnie poinformować mieszkańców i radnych, o co w tym wszystkim chodzi – mówiła.
Koman odniosła się również do informacji Szymona Łepskiego, który opowiadał o swoim wyjeździe do Gdańska, gdzie próbował osobiście wyjaśnić problemy związane ze zmianą sprzedawcy. Jak mówił zastępca prezydenta, nie udało mu się spotkać z członkiem zarządu czy dyrektorem – rozmawiał jedynie z konsultantem.
- Miasto Inowrocław nie jest klientem detalicznym, tu nie wystawia się faktury na kilkaset złotych. My płacimy kilkanaście milionów za energię elektryczną. To jest żenujące, że wiceprezydent miasta jedzie i nie potrafi się umówić na spotkanie. To naprawdę nie brzmi poważnie – komentowała radna.
Koman zakwestionowała też tłumaczenia dotyczące problemów z identyfikacją punktów poboru energii. Jak wskazywała, miasto powinno posiadać pełną inwentaryzację swojej infrastruktury.
- Każda skrzynka, każdy punkt dostarczania energii, każdy punkt świetlny jest zinwentaryzowany. Państwo powinniście mieć wiedzę na temat tego, jaka jest infrastruktura – mówiła.
Łepski: "My te dane posiadaliśmy"
Zastępca prezydenta ponownie zabrał głos i odpowiedział, że problem nie wynikał z braku wiedzy czy dokumentacji po stronie miasta.
- Oczywiście, że posiadamy dokumentację i ewidencję wszystkich punktów poboru energii. My je wszystkie udostępniliśmy. Właśnie na tym polega problem, że my te dane wszystkie posiadaliśmy – odpowiedział.
Odniósł się również do słów Koman o swojej wizycie w Gdańsku. Przyznał, że sytuacja była "żenująca", ale odpowiedzialnością za nią obarczył spółkę energetyczną.
- Tak, ja też uważam, że to jest żenujące. To jest żenujące, jak spółka Skarbu Państwa, duża spółka, traktuje swojego ważnego kontrahenta – stwierdził Szymon Łepski.
Spór sprowadza się więc przede wszystkim do odpowiedzi na pytanie, dlaczego Inowrocław przez część 2026 roku musiał korzystać z droższej sprzedaży rezerwowej i czy można było tego uniknąć.
Faktem pozostaje, że w pierwszych czterech miesiącach tego roku wydatki miasta i jego jednostek na energię były o ponad 1,3 mln zł wyższe niż rok wcześniej. Ratusz zapowiada teraz próbę odzyskania przynajmniej części poniesionych kosztów.