Temat wynagrodzeń lekarzy pojawił się podczas dyskusji o sytuacji finansowej Szpitala Wielospecjalistycznego w Inowrocławiu. W trakcie czwartkowej sesji Rady Powiatu starosta Wiesława Pawłowska pytała o wysokość wynagrodzeń medyków zatrudnionych na kontraktach.

Na pytania odpowiadała Joanna Brzęk, zastępca dyrektora ds. ekonomiczno-finansowych i główna księgowa szpitala. Jak poinformowała, najwyższa stawka godzinowa obowiązująca w placówce wynosi 350 zł.

- Najwyższa stawka za godzinę lekarza pracującego w szpitalu, w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, to 350 zł. Nie ma wyższej stawki – powiedziała podczas sesji.


Zobacz też: Droga za 200 milionów budzi emocje


Pytana o miesięczne wynagrodzenia lekarzy pracujących na kontraktach zaznaczyła, że ich wysokość zależy przede wszystkim od liczby przepracowanych godzin. Odniosła się również do pojawiających się w debacie publicznej informacji o bardzo wysokich zarobkach części medyków.

- Nie ma w Inowrocławiu lekarzy, którzy zarabiają po 300 tys. zł miesięcznie ani po 200 tys. zł miesięcznie. Są natomiast lekarze w określonych dziedzinach, którzy zarabiają powyżej 100 tys. zł miesięcznie – stwierdziła Joanna Brzęk.

Nie ujawniono jednak, ilu lekarzy osiąga takie wynagrodzenia ani jakich specjalizacji dotyczą wskazane kwoty.

Dyskusja o zarobkach odbywała się w kontekście trudnej sytuacji finansowej szpitala. Jak informowaliśmy, placówka ma obecnie ponad 7,5 mln zł zaległości wobec części personelu medycznego pracującego na kontraktach. Dyrekcja od początku podkreśla, że główną przyczyną problemów są niewystarczające środki trafiające do szpitali z systemu ochrony zdrowia oraz zbyt niska wycena świadczeń przez NFZ.

Podczas tej samej sesji dyrektor szpitala Bartosz Myśliwiec nie krył krytyki wobec funkcjonowania polskiego systemu ochrony zdrowia. W emocjonalnym wystąpieniu mówił o jego chronicznym niedofinansowaniu, problemach kadrowych i rosnącej presji finansowej na placówki medyczne.

Zapowiedział również, że wystąpił do Zarządu Powiatu z wnioskiem o obniżenie własnego wynagrodzenia o 25 proc., określając ten krok jako formę protestu wobec obecnej sytuacji w ochronie zdrowia.