Stop hybrid. Go V8. Ma prawie 600 koni, choć nie wygląda
Zdaniem mojego bohatera odcinka, ostatnie fajne BMW serii 5 to G30. Tak się złożyło, że właśnie takie auto ma w garażu, a dokładnie M550i. Pod maską to, co lubimy najbardziej, czyli V8 po, jak to nazwał, delikatnym “wirusie”. Efekt to 580 KM i prawie 900 Nm.

W świecie współczesnej motoryzacji, gdzie ekologia i downsizing dyktują warunki, widok potężnego V8 pod maską eleganckiej limuzyny staje się rzadkością. Krzysztof jest wyznawcą hasła “stop hybrid, go V8”, które umieścił na ramkach pod tablicami.

Na spotkanie w rejonach obwodnicy Inowrocławia ja podjechałem akurat testowaną wtedy Toyotą Corollą Cross. To marka, która na swoich autach lata temu zaczęła umieszczać naklejki… “stop smog, go hybrid”. To pierwsze hasło, z V8 w nazwie, stało się odpowiedzią dla Toyoty, a w zasadzie całej współczesnej motoryzacji, że ekologia ekologią, ale osiem cylindrów to osiem cylindrów i uprzejmie prosimy nam tego nie odbierać. Patrząc na katalogi współczesnych aut… nie posłuchali.



Wilk w owczej skórze
Na pierwszy rzut oka to "zwykła piątka". Brak krzykliwych emblematów, brak ogromnych spoilerów. Nawet kolor – o egzotycznie brzmiącej nazwie Sophisto grau brilliant metallic – sprawia, że auto wtapia się w tłum. I o to właśnie chodziło właścicielowi.


- Samochód jest zrobiony tak, by wyglądał na seryjny. Jak zwykła 520-tka w benzynie czy dieslu, która nie ma mocy. Emblematy są zdjęte. Jedynie ktoś, kto się zna, rozpozna go po innych końcówkach wydechu czy większych hamulcach M Sport – słyszymy.
Właściciel ze śmiechem przyznaje, że na obwodnicy kierowcy często boją się go wyprzedzać, myląc ciemne BMW z nieoznakowanym radiowozem.

- Po co tam kombinować? Niech nie będzie widać, co to jest. I niech mnie Golfy wyprzedzają, a ja sobie jadę delikatnie. Nie muszę cisnąć - mówi.
Potęga V8
Po podniesieniu maski tego egzemplarza miłośnikom motoryzacji zaczyna mocniej bić serce. Ich oczom ukazuje się bowiem jednostka o pojemności 4.4 l V8 biturbo.


Jest tu tak ciasno, że kunom i innym podobnym ciepłolubnym zwierzętom od razu oznajmiam - nie znajdziecie tu sobie miejsca na gniazdko. Nie zazdroszczę też mechanikowi, który musi chociażby wymienić rozrząd, który znajduje się z tyłu silnika.
Choć fabrycznie jednostka dysponowała mocą 462 KM, po wizycie u lokalnych tunerów w Tupadłach parametry drastycznie wzrosły. Dzięki samej modyfikacji oprogramowania (koszt około 2,5-3 tys. zł) auto generuje teraz 580 KM i blisko 900 Nm momentu obrotowego.

– Emki potrafią się ,,sypać” przy 100 tysiącach przebiegu. Dlatego zdecydowałem się na ten silnik, bo jest nieco bardziej odporny. To samochód weekendowy, o który trzeba dbać: olej wymieniam co 8 tysięcy kilometrów, choć producent zaleca znacznie rzadziej. Dla mnie zalecenia producenta to czasem wymysł księgowych, a nie mechaników - mówi Krzysztof.
- BMW zaleca 0W40, ale ja leję 5W40. Tamten to jest woda. Olej musi być trochę bardziej gęsty. Łącznie do układu wchodzi 10 litrów. Razem z filtrem i robocizną to koszt jakichś 600 zł - dodaje.
- W tym silniku warto co jakiś czas wymienić panewki. To koszt około 7-8 tys. zł. Niektórzy mówią, że co 100 tysięcy, a niektórzy, że co 150 tysięcy. Powyżej 100 tysięcy można też profilaktycznie wymienić wtryski. Poza tym silnik jest raczej bezawaryjny - podkreśla.

Osiągi? Imponujące. Czas startu do setki spadł z katalogowych 4 sekund do około 3,6 sekundy. Od 100 do 200 km/h auto przyspiesza w 7,5 sekundy. Prędkość maksymalna? Po zdjęciu blokady licznik zatrzymuje się dopiero w okolicach 310 km/h. Wszystko to przy akompaniamencie aktywnego wydechu, który w trybie Sport potrafi groźnie prychać i strzelać, przypominając, że mamy do czynienia z rasowym silnikiem spalinowym, a nie elektrycznym substytutem.
Napęd przenoszony jest na cztery koła, a nad sprawnym hamowaniem czuwają tarcze o średnicy 374 mm. Skrzynia to 8-biegowy automat ZF.

Luksus z nutką nostalgii
Wnętrze BMW G30 to połączenie nowoczesności z klasyczną ergonomią, której – zdaniem właściciela – brakuje najnowszym modelom tej marki.


– Patrząc na najnowszą „piątkę” G60, to jest tragedia. Środek wygląda jak statek kosmiczny, jeden wielki tablet. Tu, w G30, jest jeszcze normalnie. To chyba ostatnia w miarę klasyczna klasa premium - mówi Krzysztof.

Mimo bogatego wyposażenia, obejmującego m.in. wentylowane fotele z masażami, nagłośnienie Harman Kardon (17 głośników) oraz systemy asystujące, wyświetlacz Head-Up, brakuje tu Androida Auto, jest tylko Apple CarPlay. Właściciel z sentymentem wspomina też swoje poprzednie auto – BMW serii F11.

– Tam miałem prawdziwe skóry, które po 380 tysiącach kilometrów wyglądały jak nowe. Tutaj mamy eko-skóry i choć są pompowane boczki i masaże, to fotele w starszym modelu były o niebo wygodniejsze - dodaje.

Ile pali niemal 600-konna limuzyna? Spokojna jazda w trasie to nawet 7 litrów na setkę. Przy 140 km/h będzie to poniżej 9 litrów. W mieście da się uzyskać 10-11 litrów, ale dobicie do 20 to żaden problem. Wszystko zależy od stylu jazdy.
Na pytanie o przyszłość, właściciel odpowiada z wahaniem. Trudno znaleźć następcę dla auta, które łączy w sobie komfort „daily” z osiągami supersamochodu i jest jeszcze przedstawicielem tej lepszej, starszej motoryzacji. Na liście potencjalnych następców pojawia się Audi RS6 lub Nissan GT-R, ale na razie BMW zostaje w garażu.

Co najbardziej lubi w swoim aucie?
– Najbardziej cieszy mnie dźwięk silnika. To normalne V8, a nie jakiś elektryk, czy hybryda. Wydech w samochodzie musi być słychać - podkreśla.

