Test: Cupra Formentor. Przepis na sukces
Nie jest łatwo stworzyć auto, które w obleganym przez konkurencję segmencie kompaktowych SUV-ów będzie sprzedawać się jak świeże bułeczki. Cuprze się udało. Jak to zrobili?
Wydzielenie marki Cupra ze struktur Seata w 2018 roku było marketingowym strzałem w dziesiątkę. Wcześniej tą nazwą oznaczano sportowe odmiany hiszpańskich modeli.
Aktualnie Cupra stanowi osobną markę i – co ciekawe – sprzedaje już więcej aut, niż Seat. Pierwsze Cupry bazowały na modelach Seata i były dostępne wyłącznie w mocnych wersjach. Dziś gama jest już niemal całkowicie odrębna, a pod maskę zawitały również słabsze warianty.

O tym, że samo wyodrębnienie marki nie jest gwarancją sukcesu, świadczą przykłady konkurencji. Spójrzmy chociażby na DS i Citroena, który również się rozdzielił. Dziś auta ze znaczkiem DS to na ulicach prawdziwa rzadkość. Tymczasem gdzie się nie odwrócimy, tam widać jakąś Cuprę.
Formentor był pierwszym, powiedzmy autorskim modelem Cupry. W 2024 roku ten kompaktowy SUV przeszedł facelifting.

Z zewnątrz nowości objęły między innymi nowy układ przednich i tylnych świateł. Ledy do jazdy dziennej są teraz trzeba trójkątnymi elementami w każdej lampie. Z tyłu pojawił się podświetlany znaczek, a na liście opcji zagościły matrycowe reflektory Matrix LED Ultra. Wykorzystują one aż 25 000 pikseli i wymagają zostawienia w salonie dodatkowych 6000 zł. Nie jest to mała kwota, ale naprawdę warta rozważenia, bo to świetlna ekstraklasa.



W palecie pojawiły się też nowe lakiery, w tym Dark Void. Mój egzemplarz wykończono dedykowanym dla limitowanej wersji Tribe Edition odcieniem Manganese Mat. To ciemny, zielony mat, który robi świetne wrażenie i kosztuje 7,2 tys. zł.

Odmiana Tribe Edition wyróżnia się ponadto miedziano-zielonymi akcentami, ciemnymi chromowanymi emblematami oraz 19-calowymi felgami. Niestety, w mojej wersji silnikowej 2.0 TSI z tyłu znajdziemy jedynie imitację wydechów – żeby cieszyć się prawdziwymi rurami, musimy postawić na mocniejsze warianty.

Formentor po liftingu zdecydowanie zachował swoje agresywne, sportowe linie. Wraz z pełni ledowym oświetleniem, które wita kierowcę efektownymi animacjami i dbałością o detale to wciąż auto, które przyciąga spojrzenia.
Zaobserwuj nasz Instagram - tam więcej materiałów wideo z testów:
Wnętrze
W środku lifting nie przyniósł większych zmian. Sterowanie funkcjami auta wciąż jest mocno cyfrowe, a fizycznych przycisków mamy jak na lekarstwo. Pod ekranem centralnym umieszczono gładziki do sterowania temperaturą i głośnością. Muszę przyznać, że zdążyłem się już do nich przyzwyczaić – nie jest to rozwiązanie tak wygodne jak tradycyjne pokrętło, ale przy odrobinie wprawy, zdaje egzamin.
Świetnie wygląda i znakomicie leży w dłoni skórzana, perforowana kierownica. Umieszczono na niej manetki oraz przyciski do uruchamiania silnika i zmiany trybów jazdy. Górną część deski rozdzielczej wykończono materiałem przypominającym gumę z przeszyciami nićmi, natomiast niżej umieszczono trochę twardych plastików. Dzięki ciekawej strukturze nie trącą taniością i wyglądają nieźle.

Bardzo doceniam fakt, że błyszczącą czerń ograniczono tu niemal do zera. Drzwi częściowo wykończono alcantarą, a na boczkach znalazły się duże głośniki systemu Sennheiser za 5,5 tys. zł.


Interfejs multimediów oraz cyfrowych zegarów to wspólne dzieło grupy Volkswagena. Menu jest bardzo przejrzyste, ekran działa szybko, a ustawienia są proste. Do wyboru mamy wiele widoków, dlatego pod tym względem oceniam Cuprę bardzo wysoko. Przydatny jest też pasek wysuwanych od góry skrótów, gdzie możemy szybko wyłączyć choćby niechcianych asystentów kierowcy. Szkoda tylko, że jakość kamery 360 stopni nie powala na kolana.


Na tunelu środkowym znalazła się miniaturowa dźwignia zmiany biegów, przycisk do wyłączania kontroli trakcji, ładowarka indukcyjna oraz uchwyty na napoje. Bardzo doceniam podłokietnik z regulacją wysokości i wysunięcia.

Sportowe fotele ze zintegrowanymi zagłówkami są bardzo wygodne, świetnie otaczają ciało i dobrze trzymają w zakrętach. To jedne z wygodniejszych foteli, w jakich ostatnio siedziałem.
Warto dodać, że w wersji Tribe Edition wykonano je w trójwymiarowej technologii dziewiarskiej z materiałów pochodzących w 100% z recyklingu.

W drugim rzędzie ilość miejsca jest niezła – na kolana miałem jeszcze kilkanaście centymetrów przestrzeni. Pasażerowie mają do dyspozycji kieszenie w oparciach foteli, dwa porty USB-C oraz trzecią strefę klimatyzacji, co w tym segmencie pozostaje rzadkością. I to w standardzie!

Przyjemnym dodatkiem jest też otwierany szyberdach, choć szklana tafla nie jest tu tak duża, jak chociażby w Skodzie Enyaq. Tam jednak dachu nie otworzymy, a tutaj tak. Rozkładany podłokietnik z tyłu kryje dwa uchwyty na napoje. Z kolei pod elektrycznie otwieraną klapą bagażnika znajdziemy podwójną podłogę z kołem zapasowym. Jego pojemność to 420 litrów.

Po stronie nowości technologicznych, oprócz nowych matrycówek, pojawił się system Front Cross Traffic Assist. Wykorzystuje on czujniki radarowe do ostrzegania o pojazdach przecinających tor jazdy przy prędkości do 30 km/h i potrafi automatycznie wyhamować auto, jeśli poruszamy się do 10 km/h. W trakcie mojego testu nie miałem jednak okazji przetestować go w praktyce.
Napędy
Niezaprzeczalnym atutem Formentora jest szeroki, jak na dzisiejsze czasy, wybór jednostek napędowych. W gamie znajdziemy klasyczne odmiany benzynowe, miękkie hybrydy, hybrydy plug-in, a nawet diesle. Bardzo doceniam taką różnorodność.


Do mojego testu trafiła wersja 2.0 TSI o mocy 204 KM. To czysta benzyna połączona z 7-biegową automatyczną przekładnią i napędem na cztery koła. Taki zestaw pozwala przyspieszyć tym crossoverem do setki w 6,7 sekundy, co gwarantuje już naprawdę niezłe wrażenia z jazdy. To idealny wariant pośredni pomiędzy bazowym 1.5 TSI o mocy 150 KM a topową, 390-konną wersją VZ5 z 2,5-litrowym silnikiem, która pierwszą setkę osiąga w 4,2 sekundy.

Cupra nawet w testowanym, 200-konnym wydaniu daje kierowcy mocną namiastkę sportowej jazdy. Samochód świetnie się prowadzi i błyskawicznie podąża za ruchami kierownicy. W szybkich zakrętach mamy wrażenie jazdy hot hatchem, a nie crossoverem.
Napęd na cztery koła zapewnia doskonałą trakcję w każdych warunkach, a 7-biegowy automat zmienia przełożenia dokładnie tak, jak należy. Muszę przyznać, że Formentor to auto, w którym chce się mocniej wciskać gaz – w końcu do tego zostało stworzone. Oczywiście spalanie przy dynamicznej jeździe nie należy do niskich, ale coś za coś.
Formentor jest doskonałym przykładem auta, w którym subiektywne odczucie dynamiki jest większe, niż wskazuje na to moc na papierze. Sama liczba koni mechanicznych w katalogu nie zawsze jest dokładnym wyznacznikiem tego, jak będziemy czuć się za kierownicą danego samochodu. Najlepszy przykład to chińskie hybrydy. Jeździłem autami podobnej wielkości, które miały 250-300 KM, a mimo to jazda nimi nie miała nic wspólnego ze sportowymi doznaniami.
Brak jakiegokolwiek elektrycznego wspomagacza w tym wariancie Formentora pozwala trochę wrócić do dawnych czasów i to mi się podoba. Tutaj wciskamy gaz i silnik benzynowy robi swoje. Nie ma zastanawiania, przełączania napędów, skomplikowanych skrzyń z 15-przełożeniami jak w Renault, czy z 3-biegami jak w niektórych chińczykach. Jazda Formentorem jest bardziej pierwotna, prosta i daje frajdę tym kierowcom, którzy trochę tęsknią za tą starszą, bardziej organiczną motoryzacją.


Jeszcze kilka słów o trybach jazdy. W wielu samochodach przechodzenie między eko, normal i sport jest w zasadzie bezzasadne. Niewiele to zmienia i w trakcie testu zwyczajnie z tego nie korzystam. W Formentorze przejście z trybu komfortowego na tryb Performance wyraźnie odmienia charakter auta. To przede wszystkim zasługa adaptacyjnego zawieszenia, które błyskawicznie możemy utwardzić. Ponadto układ kierowniczy zaczyna pracować z wyraźnym oporem, a silnik trzyma wysokie obroty. Wszystko to razem powoduje, że Cupra może być wygodnym autem na co dzień, a w razie potrzeby może stać się podskakującym na nierównościach i wymagającym większego zaangażowania od kierowcy samochodem. I to mi się podoba.
Ceny
Ceny Formentora są rozstrzelone w ogromnym stopniu, co wynika z możliwości skonfigurowania auta na wiele sposobów. Bazowy wariant kupimy już za 119 900 zł, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby w salonie zostawić kwotę niemal trzykrotnie wyższą. Cennik ekstremalnej wersji VZ5 startuje bowiem od 283 000 zł bez dodatków.
Egzemplarz z silnikiem 2.0 TSI to wydatek co najmniej 181 200 zł, natomiast solidnie doposażona wersja, którą testowałem, kosztowała dokładnie 230 000 zł. Nie jest to mała kwota – sam matowy lakier wymaga dopłaty ponad 7000 zł, a wspomniane matrycowe reflektory LED to koszt prawie 6000 zł.

Podsumowanie
Przepis na sukces w przypadku Formentora jest prosty. Cupra zrobiła auto w bardzo popularnym segmencie, które świetnie wygląda, znakomicie jeździ i daje swobodny wybór pod kątem jednostek napędowych i wyposażenia. Proste?

Cennik:
Dziękuję Volkswagen Group Polska za udostępnienie auta do testu.
